11 czerwca 2014

Toksyczność instrumentów

Cześć,

 
Chciałem dziś się podzielić swoimi kolejnymi odczuciami inwestycyjnymi dotyczącymi opcji, a dokładniej opcji PUT - na spadki. Przypominam, że od 2-3 kwartałów uczę się w praktyce, jak inwestować na tym rynku.
 
Cała filozofia tego instrumentu jest moim zdaniem bardzo fajna. Inwestycja polega na tym, że w transakcję inwestujemy wybraną przez siebie kwotę, która jest jednocześnie maksymalną możliwą stratą, a dającą nam szanse na nieokreślone zyski. Np. mamy 100 zł i chcemy kupić opcje na spadki, bo uważamy, że rynek spadnie. Jeśli rynek robi nam psikusa i rośnie, wartość naszych opcji praktycznie z każdym dniem traci na wartości. Max stracimy 100zł. Jeśli rynek spada, zarabiamy bez ograniczeń, czasem aż do dnia wygaśnięcia opcji. Można też w dowolnej chwili z inwestycji wyjść lub nawet uprawiać daytrading, jak ktoś to lubi. Główną zaletą takich instrumentów na spadki jest to, że w ten sposób możemy ubezpieczać np. swoje inwestycje akcyjne.
 
Najtańsze są zawsze opcje o najkrótszym terminie wygaśnięcia, jednak z powodu upływającego czasu i krótkiego terminu do wygaśnięcia są też najbardziej ryzykowne. Opcje o późniejszym terminie dają nam więcej czasu na decyzje i na początku wolniej spada ich wartość - kosztują jednak znacznie więcej. Obecnie w Portfelu Bart jest 8 opcji PUT na czerwiec, które kosztują już tylko ok. 0,80 zł szt. Do dnia wygaśnięcia zostało 8 dni, więc tylko jakaś wielka afera lub katastrofa mogłaby spowodować mocne spadki, a tym samym wzrost wartości opcji. I tu dochodzimy do sedna tego wpisu.
 
 

Toksyczna lupa

 
Jedną z pierwszych rzeczy, których nauczyłem się w czasie tych miesięcy inwestowania w opcje(a kupowałem w 99% opcje na spadki), to że powodują one zbytnie skupienie się na negatywach. Innymi słowy, posiadając opcje na spadki, starając się potwierdzić swoje oczekiwania, szukając argumentów ZA, tracimy czas nie na to co trzeba. Zamiast koncentrować uwagę, swoje myśli na pozytywach i optymistycznej przyszłości, traci się czas na czytaniu artykułów o problemach i negatywach na świecie. To błędne podejście.
 
 
freeimages.com
 
Zdałem sobie sprawę z tego faktu dość niedawno. Musiałem ostatnio w życiu zrobić spore porządki, powyrzucać i pokończyć toksyczne tematy, sprawy i relacje, niestety sam po części tworzyłem toksyczną atmosferę. Tak czy inaczej, dzięki temu działaniu mogłem lepiej spojrzeć m.in. na swoje transakcje. Przypomniałem też sobie starą prawdę, że wyczekiwanie na załamanie, szybciej doprowadzi inwestora do załamania, niż rynek ;) Choć mój kapitał zaangażowany w opcje  jest przeznaczony tylko i wyłącznie na inwestycje i edukację inwestycyjną, to i tak spadek jego wartości mnie nie zachwyca. Stąd też doszedłem do pewnych ciekawych wniosków i ulepszeń w swojej strategii.
 
 

Ciągłe doskonalenie

 
Stwierdzam na obecną chwilę, że na pewno nie ma sensu kupować opcji PUT pod przewidywanie zwrotów rynku. Zbyt duże zaangażowanie na początku też nie jest trafioną strategia. Jak wiemy rynek zazwyczaj przeciąga trendy, zarówno wzrostowe jak i spadkowe, stąd też nie ma co niepotrzebnie ryzykować. Bessy zaczynają się wtedy, kiedy 99,7% inwestorów na świecie się jej nie spodziewa. Zatem próba odkrycia szczytów i wyczekiwanie na spadki jest bez sensu(najprostsze rzeczy niestety najłatwiej się zapomina).
 
Na domiar złego jest to działanie bardzo toksyczne dla inwestora, który niepotrzebnie marnuje energię na negatywne treści. Tym samym zaśmieca sobie umysł i skupia się na problemach, a nie na rozwiązaniach. Widzę to po sobie, że sporo czasu straciłem na czytaniu informacji potwierdzających moje założenia o zbliżających się spadkach. Myślę jednak, że ten czas mogłem spożytkować efektywniej. Mogłem też listę moich błędów popełnianych na rynku akcji, znacznie gorliwiej przystosować do nowego rynku. Co uczynię.
 
 

Morał

 
Akceptuję to, że popełniam błędy i tracę - im szybciej zaliczę całą masę porażek, tym szybciej będę zarabiał na opcjach. Z każdego potknięcia czegoś się uczę. Najgorsze w życiu jest nic nie robienie i choroba zwana "wymówkozą" - znajdowanie wymówek do niepodejmowania żadnych nowych działań. Takim ludziom możemy szczerze współczuć, a nie osobom które robiąc coś nowego, popełniają błędy.

Nie zmieniam swojego sceptycznego postrzegania sytuacji na świecie na takie, że wszystko jest super i wszystko będzie ekstra. Nie. Jakbym tak pisał to znaczy, że jestem głową w chmurach i unikam dostrzegania rzeczywistości. Wg mnie, sam dodruk pieniądza na świecie, który jest globalnym okradaniem ludzi biednych jest wystarczającym powodem na to, że taka rzeczywistość musi się załamać. Dochodzą do tego liczne czynniki, które przyśpieszą i wzmocnią te spadki. No cóż taka jest natura rynku, że po wzrostach przychodzi korekta, no i świat się ciągle zmienia.


freeimages.com

 
Natomiast zmieniam swoje nastawienie do czytania sensacji i negatywów o rynkach. Jest to zbyteczna czynność, która jest toksyczna dla inwestora. W długim okresie wszyscy wiemy, że świat w końcu będzie musiał się wypalić i oczyścić, czyli dojdzie do spadków. Jednak skupianie się na tego rodzaju informacjach wiele nie zmienia, a nawet pogarsza efektywność. Szkoda mi już na to czasu.
 
Od teraz do opcji PUT wolę podchodzić z większym dystansem, np. dokupując co jakiś czas porcję opcji w wielotygodniowych odstępach czasu. Będzie to typowa forma opłacania "ubezpieczenia na życie", a zainwestowane środki będę traktował jako zwykłą składkę polisy. W momencie wystąpienia dużych perturbacji, będę mógł zwiększyć zaangażowanie o ile uznam, że to może już zmiana trendu. Myślę, że ten model w najbliższych latach przyniesie mi korzyści finansowe. Będę go jeszcze w trakcie ulepszał.
 
W najradykalniejszym podejściu, mogę zdecydować się całkowicie wyeliminować z życia inwestycje w opcje PUT, tak aby skupiać swoją uwagę tylko na pozytywach, szansach i rozwiązaniach. Wpierw jednak przetestuję powyżej opisaną strategię zdystansowanego "ubezpieczania się na życie". Myślę, że to ciekawe rozwiązanie.
 
Jeśli masz doświadczenie na rynku opcji i instrumentów finansowych z chęcią posłucham Twojej opinii odnośnie tego wpisu. Jeśli chcesz napisz w komentarzach, co o tym myślisz i dlaczego.
 
 

Pozdrawiam serdecznie.

 
  

7 komentarzy:

  1. Toksyczne nie są instrumenty. Toksyczni są ludzie, którzy nie potrafią ich używać. A przy okazji mają przekonanie o swojej nadzwyczajności - wyglądało to przez wiele tygodni, jakby to, że Ty nabyłeś opcje na spadki w napadzie jakiegoś pesymizmu i przereagowania na wydarzenia na Ukrainie, było najważniejszym powodem, żeby świat się musiał skończyć.

    Nie ta kolejność następowania po sobie zdarzeń drogi autorze.

    Rozumiem konieczność badania nowych terenów i nauki, rozumiem żyłkę eksperymentatora i hazardzisty, rozumiem potrzebę nowych, intensywnych bodźców, ale to wszystko się kupy nie trzyma. Tu nie ma żadnej spójnej propozycji. Tu nie ma żadnej metody, której mogliby użyć czytelnicy, którzy chcą chronić i powiększać swój kapitał. To jest rzucanie się od ściany do ściany tak, jak emocje zagrają.

    Największym dramatem jest to, że dzięki łatwości, z jaką zakłada się blogi, taki zagubiony uczestnik rynku dostaje tubę, która robi z niego kogoś ważniejszego niż jest, tylko dlatego, że opisuje swoje zupełnie pozbawione kierunku błąkanie się po rynkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za szczerość :)

      Jak dotąd nikogo nie zmusiłem do czytania bloga. Mało tego, wierzę w inteligencję Czytelników, którzy potrafią wyłuskać z moich tekstó coś wartościowego, a odrzucają bzdury :)

      Jak wydam nową książkę, wiele rzeczy stanie się jaśniejsze. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. WItam

      Od pewnego czasu czytam Pana fajnego bloga - gratuluję, dobra robota ;). Mnie jednak nurtuje coś innego i uważam to za fenomen.
      Chodzi mi o to. dlaczego ludzie młodzi inwestują w instrumenty obarczone sporym ryzykiem inwestycyjnym jak kontrakty, opcje, czy forex ? Przed sobą mają jeszcze sporo cykli giełdowych i można inwestując długoterminowo osiągnąć wyniki dużo lepsze od przciętnych. Bodajże w książce "Wewnętrzna Gra"jest świetny cytat w którym dziennikarz zapytał się sędziwego staruszka o jego receptą na sukces.

      Gość stwierdził że był po prostu cierpliwy, po czym dodał:
      "Młodzi faceci mają dużo czasu, ale mało cierpliwości, ja mam mało czasu, ale dużo cierpliwości"

      Sam długoterminowiec Buffet, który rzadko się myli kiedyś na wykładzie powiedział studentom:

      "Chcecie czegoś innego niż wartość? Jednak ludzie nie chcą uwierzyć. Wybierają rzeczy, które są emocjonalnie satysfakcjonujące – powiedział. – Ludzie, którzy nie wierzą, szukają natychmiastowego bogactwa. Ale ci, którzy chcą być bogaci szybko, nie będą nimi nigdy – dodał. "

      Ja się z tym zgadzam, ludzie raczej pod przykrywką inwestowania rozładowują swoje emocje i nadmiar energii, sa tym wszystkim podekscytowani, a wewnetrzna potrzeba aktywności często w inwestowaniu prowadzi donikąd ...

      pozdr.

      Usuń
  2. Bartek, świetny wpis. Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś. Anonimowy również dodał świetny komentarz

    OdpowiedzUsuń
  3. Bartku,

    Jako że zajmuję się inwestowaniem z wykorzystaniem opcji oraz prowadzę na ten temat bloga, postaram się w najbliższych dniach napisać coś u siebie, odnosząc się do Twoich doświadczeń z opcjami.

    Pozdrawiam,

    Radek Chodkowski
    Humanista na giełdzie
    OpcjeNaAkcje.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój pesymizm jest " toksyczny". Masz syndrom faceta który w wieku 50 lat zbija sobie trumnę, zamiast cieszyć się życiem. Druga sprawa to to, że młodzi gracze mogą Cię naśladować ponieważ jesteś " starym wyjadaczem", a w przeszłości miałeś osiągnięcia. Sorry ale Twoje działania są szkodliwe. I żaden podpis na dole strony o graniu na własną odpowiedzialność nie usprawiedliwia Cię. Początkujący kopiują na ślepo.

    OdpowiedzUsuń



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...