22 listopada 2013

Okręt na morzu!

Cześć,


Dlaczego wyniki i symulacje z przeszłości nie działają w przyszłości? Skąd wiedzieć które metody są coś warte, a które nic? Czy istnieje złoty klucz do giełdy?

Wszystko zaczęło się od upowszechniania się internetu, można by rzec tak od 1999/2000 roku. Giełdy i świat w 21 wieku zmieniają się szybciej niż kiedykolwiek, są jak niespokojny ocean. Jednego dnia jest piękne słońce, następnego dnia jest sztorm. Mamy czasy błyskawicznej informacji i internetu, zapomnijmy zatem o stałych, spokojnych trendach w przyszłości. Stara, dobra giełda nie wróci w takiej formie jak się spodziewamy. Panuje zdrowy chaos, a ilość dostępnych dla każdego informacji jest największa w historii świata. Hossa z lat 2002-2007 była chyba ostatnią w miarę "poukładaną" i tradycyjną hossą, ponieważ branża informatyczna w tym czasie lizała rany po burzliwych bankructwach.

Nie wróci też do gospodarek stary dobry ład, etaty i stabilny rynek pracy, znany naszym rodzicom i dziadkom. Musimy być gotowi na ciągłą zmianę. W Holandii gdzie trochę pracowałem, nasilniejszym pracodawcą na rynku była agencja pracy tymczasowej, a nie firmy w których się pracowało. Dziś coraz częściej właściciele biznesów i korporacje outsourcingują pracowników tymczasowych, czasami tylko na kilka godzin, na kilka dni, do jednego zlecenia i koniec. Dziś jest praca, jutro nie ma. Dziś zatrudniamy 100 osób jutro 50, pojutrze 20 itd. Jak w mojej firmie nie było zleceń, natychmiast część osób zostawała w domu po smsie od agencji. Ten efektywny model wykorzystania zasobów ludzkich będzie się rozszerzać. Po co do prostych czynności, prac fizycznych zatrudniać kogoś na stałe? A co jeśli firma za miesiąc podejmie decyzję o przeniesieniu siedziby do Tajlandii? Ile kosztuje socjal i odprawy? Albo po co komu związki zawodowe?

Irytują mnie małe marzenia ludzkie, a w Holandii dodatkowo irytował mnie dobrze nam znany wyścig szczurów. Wszyscy w magazynie marzyli o "kontrakcie", czyli o odpowiedniku naszej umowy o pracę. Taki kontrakt dawał 1 euro więcej za godzinę, plus stałe zatrudnienie i pełen zakres godzin pracy. Oczywiście główna nagroda polegała na uznaniu i podziwie ze strony kilkuset innych, zazdrosnych kolegów.  Czy jednak umowa o pracę to była realizacja własnej pasji i marzeń, czy wręcz przeciwnie, jej zarzuceniem? Wg mnie, dla większości awansujących osób, był to drugi wariant. I te małe kompromisy, małe marzenia mnie irytują, każdego dnia. Może za duży ze mnie marzyciel, a może nie ;)
 
 

Zmiana, to moje ulubione słowo ;)


Dziś wszyscy muszą być elastyczni i przystosowani do ciągłej zmiany. Kilka lat temu czytałem genialną książeczkę Spencera Johnsona - "Kto zabrał mój ser?" Jeśli jej nie czytałeś, koniecznie przeczytaj. Jej idealnie prosty przekaz pozwala uniknąć wielu pułapek obecnych czasów.

Stary świat skończył się, nieodwracalnie. Dziś jest inny, nigdy nie będzie taki jak 20-30-100 lat temu. Zamiast czekać na idealną hossę, idealny moment do działania, lepiej działać w podarowanym nam wspaniałym chaosie.

Innymi słowy, płyniemy na okręcie w czasie sztormu, nie ma gdzie zacumować, nie ma czasu na naprawy, na idealne przygotowanie. Musimy radzić sobie na środku oceanu i płynąć dalej, robić to co trzeba i nie martwić się, że trwa sztorm - on jest naturalny.
 
Mam wrażenie, że wciąż się łudzimy, że przyjdzie spokojny czas hossy i prosperity w gospodarkach. Nie wierzę w to. Spokojne życie dziś wygrają jedynie ci, którzy podejmą się "ryzykowania", którzy wypłyną na środek oceanu, aby zrealizować pragnienia serca i swoje marzenia o dopłynięciu do "ziemi obiecanej". Spokojne życie nie przypadnie "szczurom lądowym" nowej generacji 2.0. Ci, którzy pracują tylko dla pieniędzy, podkładają świnie innym, lubią komfort, wpadną w przyszłych latach w wielkie tarapaty. Idzie nowe pokolenie, tworzy się nowy świat. Czy Ty też to widzisz?
 
 

Ciągle to samo?

 
Historia lubi się powtarzać, ale zawsze jest nieco inna. Analitycy techniczni wciąż wierzą w formacje na wykresach, a analitycy fundamentalni myślą, że przeszłość przełoży się na przyszłość. Wcale nie. Jak zaczynałem w 1999 r., akcje kupowało się na fixingu, nie było notowań ciągłych. Trzeba było zatelefonować lub iść do biura maklerskiego i zlecić maklerowi za biurkiem zakup/sprzedaż akcji ;P Wtedy nie było prawie 1000 spółek do wyboru. Tamte czasy też już nie wrócą.
 
Skoro płyniemy na małej łódce pośrodku wzburzonego oceanu, to jak sobie na takim rynku akcji radzić?

Trzeba poznać, które zasady są niezmienne, a które chwilowe. Trzeba wiedzieć jak wyeliminować ryzyko praktycznie do zera i po czym poznać silną i zdrową spółkę. Pieniądze leżą na giełdzie!

 

Skomentuj. Podaj dalej. Dzięki.

 
Pozdrawiam.
Dnia lepszego niż dobry!

Zapraszam w listopadzie na kawę i rozmowę. Sprawdź nowe promocje i zniżki na spotkanie Akcje przy kawie :) - kliknij tutaj!

 
 

3 komentarze:

  1. Witaj, czytam od jakiegos czasu Twojego bloga. Bardzo ciekawe i inspirujace wpisy.
    pozdr

    OdpowiedzUsuń
  2. Znaczy sie od jakiegos roku conajmniej, ale regularnie od czasu spowiedzi:D

    OdpowiedzUsuń



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...