06 sierpnia 2013

Wyjaśnienie. Spowiedź Barta.

Cześć,

 
Unikałem tego wpisu jak ognia, jednak wszystkie znaki na ziemi zachęcają mnie do wyjaśnienia pewnej sytuacji. Zasługujesz na pewną dawkę informacji o mnie, w innym razie to co piszę na blogu przyjmuje postać półprawdy, nieuczciwości i manipulacji. Chcę, abyś był świadom pewnych faktów, które pozwolą Ci lepiej oceniać wagę wpisów na blogu. Jednocześnie spodziewam się, że część osób zechce zrezygnować z czytania tego bloga, co będzie zrozumiałe dla mnie.
 
 

Zniekształcona prawda

 
Jakiś czas temu odsłuchałem świetny audiobook "Garnek strachu" Adama Szustaka OP, polecam. Była tam zachęta do wejścia w swoje strachy, dzięki czemu pokonuje się je raz na zawsze. Jednym ze strachów jaki sobie wówczas wypisałem, było ujawnienie Tobie i Czytelnikom bloga, mojej sytuacji finansowej, która nie jest.. najlepsza.
 
Wielokrotnie powtarzałem, że głupotą jest słuchanie ludzi, którzy nie mają sukcesu w dziedzinie, której wypowiadają się. I choć na giełdzie miałem dawniej duży sukces, a i pokonanie WIG w ostatnich 3 latach jest jakąś satysfakcją, to jednak stan mojego konta zapala ostrzegawczą lampkę dla mnie i dla Ciebie. 
 
Słowa bez czynów i dobrych owoców to pustka. Stąd od momentu wysłuchania audiobooka, temat dzisiejszego wpisu nie daje mi spokoju. Prawda jest wartościowsza od każdej półprawdy, zniekształconej prawdy lub od ukrywania części prawdy. Żebyś dobrze mógł oceniać wpisy na blogu, potrzebujesz prawdy, zresztą ja też jej potrzebuję. Prawda nas wyzwala.
 
 

Prosta historia.

 
W skrócie opiszę Ci moją prawdziwą historię oraz konsekwencje niektórych moich decyzji. W rezultacie dojdziemy do punktu, w którym się znajduję.
 
Zacznijmy od liceum, tam zainteresowałem się giełdą na poważnie i założyłem rachunek maklerski w 1999 r. Odkładałem zaskórniaki, jeździłem na deskorolce, miałem sponsora. Czasem pojawiały się dodatkowe prace i pieniądze. W rezultacie tak jak pisałem w e-booku, zaoszczędziłem trochę i wspólnie też z bratem zaczęliśmy inwestować(łącznie wpłaciliśmy ok. 62 000zł oszczędności do 2004 r.). Przyszła hossa i dzięki inwestowaniu na GPW zrobiło się z tego prawie 0,5 mln zł w szczycie hossy 2007, i to mimo, że przed tym szczytem wypłaciliśmy już kilkadziesiąt tysięcy. Pieniądze wypłacaliśmy na budowanie jednego z pierwszych e-sklepów spożywczych w Polsce, a później zaczęły się też spadki i bessa. Brak doświadczenia w prowadzeniu biznesu i masa błędów doprowadziły do zamknięcia e-sklepu. Do końca 2008 r. prowadziliśmy kilkumiesięczne negocjacje wpierw z funduszami, a potem aniołami biznesu. Jednak ostatecznie zakończyły się fiaskiem, na tydzień przed podpisaniem końcowych umów współpracy u notariusza. Później Ci inwestorzy stworzyli i wprowadzili na NewConnect własny e-sklep spożywczy. Jednak moja cała rodzina w tym czasie już straciła wypracowane zyski giełdowe i wszystkie oszczędności oraz dodatkowo wpadła w duże długi. Nauka i pragnienie zrealizowania marzeń sporo kosztowała. Bankructwo nr 1.
 
Następnie poszedłem na trochę do pracy na etat. Odszedłem i założyliśmy z bratem ciotecznym i znajomymi drugi biznes, który miał być siecią spożywczaków. Jednak po kilku miesiącach biznes też się rozleciał, z powodu prywatnych, nierozwiązanych w przeszłości spraw i kłótni wewnątrz firmy. Bankructwo nr 2.

Potem z braku własnych środków, przyciśnięty do muru, wziąłem pożyczkę(m. in. na konsumpcję - błąd) i wyprowadziłem się z domu. Zrządzenia "losu" sprawiły, że pieniądze natychmiast się skończyły, a dług pożyczki został. W rezultacie: wyjazd do Holandii do pracy w magazynie logistycznym. Zarobienie kilkudziesięciu tysięcy zł, spłata długów i zbyt pośpieszny wyjazd do Norwegii, bez przygotowania, z aroganckim nastawieniem do szukania pracy - kolejne błędy. Sprzedanie większości akcji na wyjazd do Skandynawii - kolejny błąd zarządzania finansami i aktywami. W rezultacie w Norwegii brak podjęcia pracy, spłukanie się, powrót do Polski do domu z ostatnimi 10 000 zł, i za ostatnie pieniądze założenie trzeciego biznesu, który na razie nie przyniósł mi odpowiednich dochodów. Innymi słowy jestem spłukany, na giełdzie mam ostatnie (nietykalne) aktywa ok. 1300 zł(czyli tyle, co dziś w Portfelu Bart), na koncie 3000 zł, które już do przyszłego miesiąca mi znikną. Bankructwo nr 3.


 
 
 

Prawda boli.

 
Teraz czytając bloga lepiej będziesz mógł ocenić przydatność informacji z bloga. Jedyne co mi dobrze wychodziło w ostatnich latach, to popełnianie dużej ilości sporych błędów, wchodzenie w lęki, dzięki temu zbieranie doświadczenia i pokory życiowej. Do plusów mogę też dodać 3-letni wynik inwestowania na giełdzie lepszy od benchmarku WIG i jak się ostatnio okazało wynik lepszy od funduszy inwestycyjnych.

Błędem dla mnie było nieroztropne zarządzanie finansami. Pozytywem jest to, że wszystkie te błędy mam już zdiagnozowane, zapisane i przeanalizowane, tak by nigdy ich już nie powtórzyć. Moją piętą achillesową jest chwilowy brak wpływów i to ten temat jest dla mnie priorytetem na najbliższe tygodnie.
 
Piszę to, bo czuję, że mam to napisać, wejść w ten kolejny lęk, by się od niego uwolnić. Prawda nas wyzwala, lepiej taka, niż półprawda. Warto być uczciwym, nawet jeśli to dla nas w krótkim terminie nieopłacalne. Nie wiem jaki będzie odzew wpisu. Komentarze hejterów, agresywne i niekonstruktywne będą usuwane.
 
Jak powtarzam, zawsze myśl samodzielnie i mądrze dobieraj osoby, od których się uczysz. Dziś zrzucam z siebie fałszywy wizerunek i aureolę. Portfel Bart stał się odpowiednikiem mojego prawdziwego portfela. Dziś naprawdę zacznę drogę od 1300 zł do niezależności finansowej. Wiem, że mi się to uda. Jeśli zostaniesz, to pewnie sam zobaczysz.
 
 

Podsumowując

 
Mijają 2 dni od 3-letniego podsumowania Portfela Bart i portfel osiąga już +29,09%, tymczasem indeksy spadają. Uważam, że w zarządzaniu finansami i inwestowaniu na GPW w ostatnich latach podczas eksperymentowania(pisałem o tym okresie w e-booku)popełniłem sporą ilość błędów, ale nigdy wcześniej nie stworzyłem sobie filtru przedinwestycyjnego. Nigdy dotąd, nie wybierałem też tak dobrych spółek jak obecnie, a podjęte ryzyko zaowocowało odszukiwaniem obiecujących spółek m. in. z trudnego rynku NewConnect.
 
Brak dochodów to chwilowe wyzwanie. W momencie pojawienia się wpływów, cała maszynka zacznie działać prawidłowo. Dlatego pomimo mojego 3 bankructwa, zachęcam Cię do pozostania tutaj i udzielania się. Skorzystasz, czytając o moich błędach i decyzjach. Jednak Twoje odejście, być może będzie dla Ciebie atrakcyjniejsze. Sam zadecyduj.
 
Nie chcę tego wpisu na moim blogu, jednak "Szef" daje mi znaki, by powiedzieć na głos tę niedopowiedzianą prawdę. Trochę mnie przymusza, psuje mi plany i marketing, ale trudno. Chcę się dowiedzieć dlaczego mnie do tego namawia, a wiem, że spełniając Jego wolę, zawsze się na tym dobrze wychodzi. Zobaczymy. Wszystko co dobre, każde zyski na tym blogu to Jego moc, wszystkie negatywy to moja robota. Dziś inwestuję w prawdę, demaskuję swoje fałszywe ja. To inwestycja w długim terminie zawsze opłacalna.
 
Po raz czwarty zaczynam od nowa - aż do skutku..
 
 

Pozdrawiam.

 
PS Zamknąłem dziś opcje na spadki, pozostały mi tylko opcje na wzrosty.

 

84 komentarze:

  1. Skończ z giełdą, bo wyraźnie Ci to nie idzie. Pomyśl, ile pieniędzy miałbyś, gdybyś w ogóle nie zaczął grać. Widać, że nawet inteligencja i doświadczenie nie są wyznacznikami sukcesu na giełdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj raz jeszcze powyższe :)

      Usuń
    2. Skończ z komentowaniem, bo wyraźnie Ci to nie idzie. Pomyśl ile miałbyś pieniędzy gdybyś nauczył się czytać ze zrozumieniem. Widać, że nawet inteligencja i doświadczenie nie wystarczą przy brakach w edukacji.

      Usuń
    3. Podpisuje się pod kolegami. Przeczytaj zacny człowieku na czym Pan Zieliński zarabiał a na czym tracił .Jak będziesz znał odpowiedź to zapraszamy do dyskusji.

      Usuń
    4. Dzięki wszystkim za wpisy i obronę :) Marcin ma też trochę racji i posłuchałbym Go, gdyby nie to, że uczę się na błędach, więc kwestią czasu jest wyeliminowanie tych najgłupszych, które robię. Myślę, że jestem już blisko tego dnia, a może już za.

      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Co za tuman. Faktycznie to nie ma wcale racji, a poza tym jest bezczelnym gnojkiem. Takiemu obniżaczowi lotów nic tylko dać bana, serio mówię. Won!

      Usuń
  2. Bartku,
    Myślę, że trafnie zdiagnozowałeś przyczynę - niewłaściwe zarządzanie finansami. Jeśli chodzi o giełdę to wiesz co robisz - dowód to poprzednie sukcesy czy chociażby wyszukanie Windmobile.
    Z zarządzaniem finansami mam wrażenie, że wciąż powtarzasz ten sam schemat. Życzę Ci aby udało Ci się to przełamać.
    Trzymam kciuki, Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za szczery wpis.

      Tak to było złe zarządzanie finansami, a dokładniej aktywami. Źle korzystałem z kapitałów i likwidowałem aktywa. No nic nauka na błędach to jedna z najszybszych dróg, czasami coś wiemy i dopiero gdy to przeżyjemy to pamiętamy. Na przyszłość jest już mniejsze ryzyko. Pozdr

      Usuń
  3. Po pierwsze szacun za odwagę!!
    Po drugie witam bratnią duszę. Z tego co wydaje mi się mam trochę więcej lat od Ciebie i jednocześnie więcej wtop na koncie. Może nie takie, że bankructwo, ale poważne straty.
    Ostatnio w dniu moich xx urodzin ktoś przed moim sklepem położył na murku różaniec. Bardzo mi on pomaga - pomyśl o tym!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wpis i obecność na blogu. Droga pod górę jest trudna :)

      Wiem, że różaniec to wielka siła, odmawiam codziennie przynajmniej dziesiątkę, dlatego pewnie jeszcze żyję. Cóż ja bym poradził bez wsparcia z Góry? Nic. Ostatnio jeden Czytelnik też podzielił się ze mną radą, by się zawsze modlić także o mądrość w pracy i przy inwestycjach. Była to bardzo cenna i odkrywcza dla mnie rada.

      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Takie straty u ciebie zaskoczyło mnie to co przeczytałem. Ale po 3 sporych krachach i wyciągnięciu wniosków może się ciekawie zapowiadać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wpis.

      Korzystam ze zwrotu Zig Ziglara: Wszystko będzie lepiej niż dobrze :)

      Pozdr

      Usuń
  5. calkiem niezle to zdiagonozowales, powodzenia w przyszlosci!
    tymczasem zapraszam do mnie http://polski-ebiznes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Autentycznie...
    Dzięki za to.
    Ja zostaję.

    KSCM

    OdpowiedzUsuń
  7. Po pierwsze szacunek za przyznanie prawdy. Prawda jest taka, że umiejętność inwestowania, a umiejętność zarządzania swoimi finansami, to dwie różne sprawy. Możesz być kompletnym zerem jako inwestor, trzymać pieniądze na rachunku bieżącym na 0%, ale na tyle zarządzać swoimi przepływami. I odwrotnie - wyciągać miesięcznie po kilkadziesiąt tysięcy z inwestycji i biznesów i być finansowo pod wodą. Właśnie dlatego prowadzę bloga o oszczędzaniu: to nie jest blog dla ubogich, to blog o tym jak dopiąć swoje finanse, bez względu na wysokość przychodów.

    Ja też w życiu parę złotych straciłem na inwestycjach, ale coś tam się dzięki temu nauczyłem. Trzymam kciuki za powodzenie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzieki Twojemu blogowi uruchomilem swoje gieldowe talenty w 2011 roku i obecnie trzezwo przygladam sie wszystkiemu co sie dzieje, swiadomie, bez paniki z opracowanym planem.

    To nic, ze bankrutowales.

    Kazdy z nas ma swoja historie.

    Szacunek za szczerosc i trzymam kciuki.

    Zostaje z Toba by byc swiadkiem naszych wspolnych sukcesikow.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześc Alehandro,

      Dzięki za wpis i dobre słowo.

      Nikt nie powiedział, że droga jest łatwa. Myślę jednak że to kwestia czasu i doświadczenie zacznie procentować. Ktoś kto się nie podda, w końcu osiąga cel.

      Myślę, że wspólnie dojdziemy do wolności i niezależności finansowej wcześniej niż myślimy.

      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Niezwykle rzadko wypowiadam się na forach, czy to blogach, jednak Twój wpis dziś mnie wyjątkowo ujął.

    Na samym początku podobnie jak koledzy powyżej gratuluję odwagi nie przed czytelnikami, lecz przed bezpośrednią konfrontacją z własnym ego, bo przez te wszystkie lata wydaje się, że najbardziej to oszukiwałeś swoje Ja, próbując poprzez bloga utrzymywać we własnej głowie inny wizerunek i zakłamując tym samym własną rzeczywistość.
    Sądzę, że duży wpływ na "wewnętrzną spowiedź" miała Twoja wiara, z którą ewidentnie się nie kryjesz.

    Popełniłeś sporo klasycznych błędów psychologicznych z przedmiotu finansów behawioralnych w wyników zbyt szybkiego pomnożenia środków do owej kwoty 0,5 mln zł z której następnie jak sam piszesz spadłeś do samego dołu biorąc pożyczkę konsumpcyjną. Przykro to stwierdzić jednak takich przypadków jak Ty Bartek jest dramatycznie dużo.

    Jeśli mógłbym coś doradzić, to ewidentnie potrzebujesz jak sam pisałeś wpływów, stałych wpływów.
    Nie będę odkrywczy mówiąc, że potrzebujesz etatu. Zarobione w ten sposób pieniądze ewidentnie "poczujesz" i po zebranym dotychczasowym doświadczeniu zaczniesz je bardziej szanować nabierając tym samym więcej pokory, by móc efektywnie i z większa rozwagą nimi zarządzać i je pomnażać.

    Bartek, zrobiłeś przełomowy pierwszy krok dostałeś świetną motywację przed samym sobą nie zepsuj tego i dalej walcz o swoje marzenia.

    Pozdrawiam

    Grzegorz5

    ps
    Przedstawiając się na blogu piszesz o dużej ilości czytanych książek.
    Wśród literatury typowo branżowej i motywacyjnej polecam od siebie fachowe tytuły (niestety większość zagranicznych) z gatunku psychologii emocjonalnej oraz behawioralnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Grzegorz za szczerą wypowiedź. Zgadzam się z treścią, głównie trzeba pokonywać siebie, aby iść dalej, wyżej. Myślę, że wiara pomaga, jest dobrym drogowskazem, co wybierać, stąd pewnie wpis.

      Wiadomo też, że łatwe pieniadze nie są szanowane, znikają. Te pół miliona szybko zarobiliśmy i szybko straciliśmy. W naszym biznesie, nie było odpowiedzialności za pieniądze. Każdy robił za 2-ie osoby, pieniądze były to się wydawało. Ja byłem odpowiedzialny tylko za budżet marketingowy około 80 000 zł, który zaczął topnieć przy spadkach na giełdzie. Na wydawanie reszty nie miałem wpływu, choc odpowiedzialność spływała na nas wszystkich w rezultacie. Ten brak czasu i zwrócenia uwagi na finanse kosztował nas utratę płynności. Łatwo przyszło, łatwo poszło.

      Dzięki za cenne uwagi, rady i pozycje ksiązkowe, wszystko biorę pod uwagę :) Psychologii emocjonalnej jeszcze nie dotykałem, a wiem, że cenna.

      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Z jednej strony szacunek za szczerość, z drugiej z tego balona procentowych zwrotów i mądrych rad, które rozdawałeś na lewo i prawo, zeszło powietrze. Zwrot 20% dla 2000zł to jednak coś innego niż 20% dla 200 tysięcy złotych - cała sprawa robi się trochę studencka, stawką jest pietruszka właściwie i udowodnienie sobie i światu, że "jest się lepszym niż rynek". Wciąż nie widzę w Tobie pokory. Mnóstwo o niej piszesz, używasz wielkich słów, prawisz morały, ale to nie to samo co bycie pokornym.

    Słowa uznania za szczerość, wsparcie z całego serca w kolejnych inwestycjach i przedsięwzięciach, powodzenia w dochodzeniu do porozumienia z samym sobą w finansach i poza nimi. M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wpis.

      Nauka pokory to u mnie proces, jak widać życie mnie tego uczy najlepiej, choć krnąbrny ze mnie uczeń ;) Uważam, że ważniejsze w ocenie efektywności giełdowej są procenty nie kwoty. Pieniądze z czasem przyjdą i te procenty się przełożą.

      Pozostaje mi przeprosić Ciebie i osoby, które czują się trochę oszukane, mam taką skłonność do naciągania czasem prawdy, ale wiem, że to mi przejdzie w pewnym etapie rozwoju. Znam przyczynę.

      Dzięki za szczery komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Witaj, nie komentowałem u Ciebie, ale Twojego bloga czytam od 2? lat... Pamiętam okres ciszy :)

    Fajnie że znalazłeś w sobie siłę na ten wpis, ale dla mnie osobiście nic tu nie jest zaskoczeniem i nie czuje się oszukany. Prawdę mówiąc po prostu potwierdziło się to co od dawna wiedziałem. Żadnego fałszywego Twojego "Ja" tutaj nie widzę i sądzę że wielu uważnych czytelników również. Po prostu wcześniej nie nazwałeś spraw otwarcie po imieniu, co i tak niewiele zmienia.

    Na koniec taka moja rada bo czuję że kolejny raz podejmujesz jakieś istotne decyzje.
    1. Zwiększ dochody i to szybko, może rozważ ponowny wyjazd do Holandii
    Należy zdawać sobie sprawę że w przypadku życia z inwestycji musimy osiągnąć pewną masę krytyczną wielkości kapitału i odpowiednie cashflow. Wysokie dochody z pewnością przyspieszą Twoją sprawę.
    2. Rób to co robisz, popełniając błędy wyciągasz wnioski i stajesz się z czasem coraz bardziej skuteczny. Jeśli chodzi o GPW to nie mam wątpliwości że Ci się uda, niestety brak realizacji pkt1 znacznie ograniczy skalę tego sukcesu.

    Dopinguję Ci i trzymam kciuki za Twój sukces!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za szczery wpis.

      Długo już wytrzymujesz :) na blogu - Veteran!
      Wiem, że częśc osób się domyślała sytuacji, bo aż tak bardzo jej nie ukrywałem i mozna było czuć podskórnie, jak sprawy się układają.

      Tak przede mną kolejne decyzje, dzięki za cenne rady, zawsze dobrze usłyszeć jest wiele opinii. Swoje radykalne decyzje podejmuję od paru lat z modlitwą i Biblią, wtedy rzedziej się człowiek myli. Myślę, że być może nawet Norwegia była w planie, i miała się wydarzyć, choćby dla ulepszenia charakteru :)

      Dzięki i pozdrawiam również.

      Usuń
    2. Nie wiem czy z Biblią i modlitwą człowiek się rzadziej myli. Jestem ateistą i nie mylę się nigdy w kwestiach moich inwestycji. To raczej nie kwestia wiary.

      Ponieważ nie mylę się nigdy :) wiem że odniesiesz sukces jeśli zrobisz co trzeba, z Bogiem czy bez jak uważasz za słuszne. Trzymam kciuki Bartku. Działaj i dawaj znać na blogu jakie postępy.

      Usuń
  12. Witaj,

    Gratuluję odwagi i wpisu.

    W obecnej sytuacji najsensowniejszy wydaje się kolejny wyjazd do pracy za granicę.

    Pozdrawiam

    ZP

    PS

    Wczoraj wieczorem pozwoliłem sobie wrzucić link do tego posta na profil mojego bloga na FB, aby zwiększyć widownię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,

      No widziałem, dzięki za zainteresowanie i temat do dyskusji. Odwiedzę niedługo na pewno Twojego bloga i sprawdzę komentarze z zewnątrz :) Zobaczymy.

      Wyjazd za granicę to jedna z opcji. Na razie rozeznaję najlepszą drogę na teraz. Kto wie.

      Dzięki za podlinkowanie, czytuję Twojego bloga i polecam wszystkim App Funds.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ja też zastanawiam się nad wyjazdem za granicę.
      W podobnej sytuacji jestem.

      Usuń
  13. Bartek,

    gratuluję odwagi, współczuję sytuacji.

    Również od dłuższego czasu jestem Twoim stałym czytelnikiem, pochłonąłem e-booka.

    Zauważyłem jednak, że w pewnych momentach zdajesz się ignorować rzeczywistość. Np. założenie portfela Bart - wszystko jest w porządku jeśli wrzucasz tam 1000 zł i chcesz pokonać indeksy giełdowe. Ale jak to ma się do celu 50000 zł? Cel w inwestycjach musi być realistyczny i dostosowany do użytych środków. Nawet jeśli taki zwrot 5000% byłby możliwy, to znacznie trudniejszy niż... zarobienie takiej kwoty w real life.

    Nie chcę tutaj wyrokować, ale możliwe, że takie podejście do celów stoi za problemami Twoich biznesów. Może faktycznie jest też trochę problem z psychologią - warto poczytać cokolwiek Van Tharpa.

    Ale co teraz - najważniejsze jest chyba to, aby przetrwać. Wycofałbym się więc z giełdy (również z "nietykalnego" portfela Bart), szukał jakiegoś stałego zajęcia, a biznes rozwijał po godzinach. Na giełdę wrócisz jak będziesz miał wolny kapitał. W tym momencie to wyłącznie strata czasu.
    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za szczery komentarz, dobre słowo i cenne uwagi.

      Ostatnie 2-3 lata służyły mi jako eksperyment. Ten eksperyment wyszedł, choć dodatkowo popełniłem stare błędy, które też dały mi naukę. Idealnym inwestorem nie jestem, jednak powoli eliminuję błędy. Moje kolejne inwestycje nie będą już ignorowały rzeczywistości, ten etap już zamknąłem.

      5000% to nie jest wcale tak dużo. Portfel Bart miał prawie +500% w 8,5 m-ca. Ten cel jest wg mnie realny w długim terminie. Myślę, że zobaczysz jak się zrealizuje, najwyżej za 50 lat na blogu ;)

      Dzięki za cenne rady i wskazówki. Oczywiście psychologia i panowanie nad sobą to proces, który dotyczy chyba każdego. Bardzo lubię psychologię, czytam jej dużo, stąd proces idzie ku lepszemu :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  14. Nie za bardzo wiem, co Ci napisać - wiedziałem, że jest coś nie tak, bo przecież dla człowieka wierzącego i patrioty nie jest sprawą prostą wyjechać do pracy "gdzieś tam daleko". Podziwiam odwagę - sam przed sobą długo nie mogłem się przyznać, że nie będę mieć czasu na prowadzenie bloga. Jeśli czytałeś starsze wpisy u mnie to na pewno wiesz, że sporo straciłem na PBG. Gdyby się okazało, że CDR też jest bublem, pewnie bym się załamał totalnie. Moja rada? Wróć do korzeni - Buffett, Fisher, Graham i ich podstawowe wymagania: marża, ROE, przewaga konkurencyjna. Wiele spółek wybieranych przez Ciebie w latach 2010-2013 miało tylko obietnice tych wskaźników i żadnych dowodów na ich istnienie: Wielton, Nicolas, Neuca, Virtual Vision. Zarobiłeś krocie na spółce prostej jak drut - na Wawelu. Nie szukaj po kątach - najlepsze okazje są często trudne do przeoczenia. Wystarczą Ci MAKS 3-4 spółki.
    Zapewne brzmi to zabawnie, bo jestem mniej więcej w tym miejscu w życiu, w którym Ty wywijałeś na deskorolce, ale pamiętaj, że to co proste, jest dobre. Pamiętaj, że sukces nie przychodzi od razu: założyciele CD PROJEKTu zostali wysłani z banku do mamy, a założyciel integera stracił na studiach sporo pieniędzy inwestując na giełdzie, a Buffett kradł piłeczki golfowe... a Ty zbankrutowałeś trzy razy. Sukces więc czeka:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Robert,

      Dzięki za ciekawy wpis i uwagi.

      Giełda lubi nas testować, naszą cierpliwość. Swoje inwestowanie opieram na inwestorach, których wypisujesz, ale moje korzenie już są inne. Nie można zostać przy starych metodach, choćby to byli najlepsi wymienieni inwestorzy. Ja czerpię z nich to co wartościowe, ale dostosowuję ich metody do swoich umiejętności oraz nowych czasów. O tym właśnie wspomnę w drugiej książce, która mam nadzieję, że da wszystkim mocno do myślenia.

      Proste jest dobre, ale nie prostsze. W latach 2010-13 eksperymentowałem, tak jak napisałem w ebooku. Zrezygnowałem z wielu sztywnych, "złotych" zasad, na których bazowałem do czasu wypuszczenia pierwszego e-booka, na rzecz poszukiwań własnego klucza. Dziś umiem wybierać spółki z NewConnect, które rosną. Nie tylko te które podałem na blogu, mam kilka innych, które też dobrze sobie radzą, jednak uczę się na obserwowaniu.

      Dla mnie wyjechać to sprawa prosta. Modlę się i pytam Boga: Wyjechać czy zostać? po pewnym czasie wszystko staje się łatwe, a On zawsze wie co dla mnie najlepsze :) "Kazda porażka to zwycięstwo." Więc dobrze mówisz Robert,

      Pozdrawiam

      Usuń
  15. Gratuluje odwagi i szczerości. Polecam poczytać historie tego człowieka. Podniesie Cię na duchu, bo upadał i wstawał z jeszcze większych wysokości i w większe doły. Przy okazji świetnie pisze i baaardzo szczerze:
    http://www.jamesaltucher.com/2011/10/7-things-happen-to-you-when-you-are-completely-honest/

    A tu najprostszy sposób na restart:
    http://www.jamesaltucher.com/2011/02/how-to-be-the-luckiest-guy-on-the-planet-in-4-easy-steps/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,

      Dzięki, nie wiedziałem, że to takie niepopularne.

      Śmieszne widzę teraz lepiej te 7 punktów, rzeczywiście działa, teraz wiem trochę lepiej czemu znajomi się tak dziwnie zachowują ;))

      Pozdrawiam

      Usuń
  16. Ta spowiedź to doskonałe świadectwo tego, że niektórzy wcale nie uczą się na błędach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wpis,

      Albo uczą się bardzo powoli ;) Pozdrawiam

      Usuń
  17. świetna historia na książkę. napisz, sprzedaj do wydawnictwa, może wpadnie ci z 10 - 20 tysięcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram. Sam bym chętnie przeczytał, jak w czasie hossy przejść od 62tys do 500tys :)

      Usuń
    2. Poieram ,a nuż ...widelec, moze to byłby punkt zwrotny.

      Usuń
    3. Dzięki za wpisy i ciekawy pomysł.

      Jednak najpierw skończę moją najnowsza książkę, która jest efektem ostatnich 3 lat poszukiwań i eksperymentów oraz wczesniejszego doświadczenia. Książka która pokaże zupełnie inny punkt widzenia świata giełdowego :)

      Usuń
  18. Odnoszę wrażenie, że pieniądze są dla Ciebie celem, a nie środkiem. Może to trzeba zmienić, może dopuki to się nie zmieni będziesz przechodzić kolejne bankructwa. Może się mylę i zbyt pochopnie oceniam. Pozdrawiam i życzę sukcesów w życiu prywatnym i zawodowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wpis.

      Myślę, że nie, bo podchodzę do giełdy i pieniędzy trochę podobnie jak Buffett. Uwielbiam inwestować i pobijać rynek, a pieniądze są/będą pochodną tego zajęcia.

      Dzięki za dobre słowo.

      Usuń
  19. Też popłynąłem na akcjach KGHM więc wiem co czujesz. Choć mam nadzieję, że do bankructwa nie dojdzie.
    Taka karma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wpis,

      kghm i bankructwo? te słowa nie pasują do siebie ;)

      Usuń
  20. jak w liceum odkładałeś zaskórniaki i przez 4 lata uzbierałeś z bratem 62000 zł to czym Ty się martwisz ?
    Teraz za 4 lata powinieneś mieć min. ze 100 tys.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja odkładałem zaskórniaki, a brat jest profesjonalnym informatykiem :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  21. Dla mnie wszystko jest ok i nie ma się czego wstydzić. Czasem czytam twój blog i nadal to będę robił, mimo że od giełdy trzymam się z daleka. Swoją drogą to jeśli ktoś Cię czyta regularnie i nie doszedł sam, o co chodzi, to słabo czyta. Przecież ktoś zarabiający dobrze na giełdzie nie jedzie do Holandii do pracy fizycznej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Piotr,

      No myślę, że większość wiedziała lub czuła, jak jest, bez mówienia jak jest :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  22. Czytam twojego bloga od dawna,jednak nigdy go nie komentowałem.Skoro jednak odważyłeś się odkryć brutalną prawdę o sobie to postanowiłem napisać to co leży mi na wątrobie już od dawna.A mianowicie ochrona kapitału już zarobionego,który tak łatwo traciłeś.To był błąd nr.1 a zarazem pogwałcenie Zasady #1 Buffetta :Nigdy nie trać pieniędzy,Nigdy nie zapominaj o tym!
    Wierzę że w końcu w zależności od twojej determinacji uda Ci się odnieść sukces na giełdzie,ale tylko wtedy kiedy nauczysz się chronić kapitał.
    Pamiętaj tylko ten co nigdy się nie poddaje w końcu zwycięża ;)
    Ucz się ,analizuj swoje błędy,doświadczaj zmiennego rynku,pracuj a w końcu
    i Tobie się uda!
    Cały czas można wyciągać z akcji 20-40% zysku średniorocznie ,więc czemu i Tobie miałoby się nie udać ?
    Zobacz na autora bloga: 10-procent-rocznie.blogspot.com jak własną pracą i uporem wybił się końcu z wieloletniego letargu i jakie odnosi sukcesy ;)
    Zgromać jakiś sensowny kapitał na jakimś etacie np.w Holandii i inwestuj dalej aż do pełnego sukcesu.Powodzenia życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ciekawy wpis.

      W ostatnich latach było dużo błędów, jednak są już spisane na liście i uwzględniane w moich inwestycjach. Przed każdą inwestycją czytam listę kilka razy, ponieważ domeną człowieka jest zapominać o najprostszych rzeczach, a często bardzo ważnych. Już nie polegam na swojej pamięci :)

      Bloga 10-procent-rocznie.blogspot.com znam i polecam, bardzo ciekawy projekt prowadzi.

      No a co do przyszłości, to dzięki za cenne propozycje, oczywiście rady radami, a decyzja jest jak zawsze osobista.

      Dzięki za wpis i pozdrawiam

      Usuń
    2. Zawsze mnie mierżą próby włączania Boga do własnych wyborów, a szczególnie kiedy pojawia się na dnie danej fali w życiu.

      Zacznij od samodzielności i samostanowienia.
      Zawsze traciłeś, kiedy zależałeś od innych. Rodzina, Anioły, teraz Bóg.
      A kiedy poszedłeś własną drogą, szybko zrobiłeś sobie większą krzywdę. Może po to, żeby się jednak nie usamodzielnić.
      Twoje błędy i Twoje sukcesy są Twoje.
      Jeśli nie ma długiej tradycji rodzinnych biznesów, to zaczyna się samemu. I to w branży, w której jest się świetnym.

      Nie wiem, czy wiesz już kim chcesz być i o czym jest Twoje życie.
      Nie piszesz o inwestycjach w siebie.
      Nie rozumiem zajmowania swojego cennego czasu grą na giełdzie, zamiast rozwojem, chyba, że chcesz być inwestorem zawodowo.
      Książki pisane po porażce też już były. Ale ludzie chcą czytać tych, którym się udało.
      Może więc lepiej o jeździe na deskorolce?

      Twoja historia jest dla mnie trochę straszna. Jest o tym, jak próbować robić to samo, oczekując innych wyników.

      Pozdrawiam i życzę własnej ścieżki, bardzo własnej.

      Usuń
    3. Anonimowy napisał dokładnie to, co chciałem skomentować. Co druga wypowiedź Autora Bloga, to "Bóg mnie prowadzi" "Bóg tak chciał". A skąd on to może wiedzieć? Może Boga, jeśli jest, wcale nie obchodzi ta nasza drobna krzątanina, żeby zebrać jeszcze trochę złotóweczek. Czy Bóg jest księgowym, czy co?
      Każdy sam decyduje o swoich inwestycjach i stanie posiadania i żaden różaniec, czy anioły nic tu nie pomogą, moim zdaniem.
      Jeszcze jedna rzecz. Zawsze wydawało mi się, że ktoś, kto kręci się przy giełdzie przez dłuższy czas, jakoś nasiąka tą wiedzą, poznaje zasady i trudno mu zbankrutować. To jest po prostu kwestia nabywania pewnych umiejętności. Jeśli Autor zbańczył trzy razy, to może coś takiego jest w charakterze, co predystynuje go do innych zajęć, niekoniecznie giełdy. Czy giełda jest dla każdego? Moim zdaniem nie, może dla 10% ludzi, ale nie dla wszystkich.

      Usuń
    4. Dzięki Anonimowy i Wojtek za dobre pytania i szczere komentarze.

      Staram się podchodzić do pracy wg rady św. Ignacego Loyoli: "Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie".

      Inwestuję najlepiej jak umiem, czesto popełniam dużo błędów i w rezultacie ponoszę straty. Pracuję nad gorliwością w swojej pracy i nad przestrzeganiem rad biblijnych nt dobrej pracy, wtedy gdy ich słucham pojawiają się dobre wyniki i błogosławieństwa.

      Nauczyłem się kilka lat temu, że naszą drogę i decyzje można i warto rozeznawać w modlitwie. Boga interesuje każda sekunda mojego i Waszego życia i On wie nawet ile np mam włosów na klacie ;) Na różne sposoby daje mi znaki i prowadzi. Nie da się wg mnie oddzielić pracy i Boga. Nie chodzi tu też o to żeby odmawiać 100 Ojcze Nasz to wtedy Bóg sypnie kaską - to tak nie działa.

      uważam, że Bóg wie co dla mnie dobre i czasem daje mi sukcesy, a czasem porażki, które wychodzą mi na dobre - jak Ojciec, który wychowuje syna, więc daje mu się uczyć na błędach.

      Co do siebie, swoich celów, wyboru drogi życia to obecne wybory są moje i są potknięcia i nauka. To wszystko procentuje, to jest proces. Idę swoją drogą i nie wiem dokąd dojdę, ale wiem, że dziś jestem na tej dobrej. Jak poczułem że zabłądziłem, nawrócę znowu.

      Nie ma też sukcesów bez porażek. Sugerujecie, że porażki to coś złego, a nie da się nigdy nic osiągnąc, jeśli nie popełnia się dużej ilości porażek. Ja lubię popełniać błędy, najczęściej wiążą się z wielką przygodą, zabawą, doświadczeniem, tajemnicą, nauką, walką i jakby pewnego rodzaju odczuwaniem świętości spływającej na ryzykantów różnej maści.

      Pozdrawiam i życzę najlepszego

      Usuń
    5. Wpis o własnej ścieżce był trochę o czymś innym.
      Ale OK.
      Napiszę trochę okrutnie- czy Bóg chciał, żebyś roztrwonił zdobyty majątek, kiedy byłeś na szczycie? Czy wtedy też Cię prowadził?
      Ja po prostu proponuję Ci wyłączyć Boga i inne Wielkie Litery z tego, co piszesz.
      To jest śmieszne, kiedy pojawia się na blogu o grze, spekulacji giełdowej.
      Gdybyś postanowił zacząć nowe życie i zająć się organizacją pomocy humanitarnej, zostać misjonarzem, zaadoptować wiele dzieci, albo w inny sposób poświęcić się temu, czego On może i by chciał...
      To raczej wygląda tak- teraz jestem grzeczny, taki syn marnotrawny, więc znowu mogę zajmować się bardzo niegrzecznym zajęciem, czyli spekulacją.
      Szczerze, zaprawdę żałosne. Nie cierpię mieszania religii do jedynego zajęcia, które rozsierdziło Jezusa. I nie było poważane w żadnej religii.
      Albo się przyznasz przed samym sobą, że nie masz lepszego pomysłu na swoje życie, niż hazard, albo nic się nie zmieniło.
      Na giełdzie się inwestuje zarobione w inny sposób pieniądze, a Ty dalej nie masz pomysłu, jak je sensownie zarabiać.
      Tyle ode mnie.
      Anioły nie czuwają nad powodzeniem spekulacji.
      To raczej wstęp do paktu z kim innym.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    6. Hej,

      Odpowiem okrutnie ;)

      Myślę, że Bóg pozwolił mi działać i nauczyć się na błędach, kiedy trwonilismy majątek. Dziś podchodze do porażek, traktując je jako .. sukcesy. To taka tajemnica duchowa. Co ciekawe podobno jest takie żartobliwe powiedzenie, że jak Bóg chce nas ukarać, to daje nam dużo sukcesów. Więc uważaj, jak Ci wszystko wychodzi wg Twojej myśli ;))

      Nie wyłączę Boga z tego o czym piszę, bo nie umiem. Bóg jest z nami cały czas, w każdej sekundzie, w pracy też. Jeśli Bóg jest nam przydatny tylko w "kościółku" a poza nim żyjemy po swojemu, to nic nie rozumiemy z wiary i jesteśmy faryzeuszami.

      Mój blog jest o inwestowaniu w biznes, a nie spekulacji i hazardzie. Odradzam hazard na blogu i pokrewne działania.

      To jak zarabiam i tracę to już moja wewnętrzna sprawa. jak wiesz w Biblii jest napisane, żeby postępować zgodnie ze swoim przekonaniem w sercu, a nie tym co inni chcą abyśmy robili. Tylko moje sumienie może mnie upominać, tak jak i Ciebie Twoje. Także dzieki za Twoje uwagi, a decyzje co do swojego zycia zostawmy dla siebie. Cieszę się, że Ty już swoje życie ułożyłeś w pełni, ja jeszcze nad swoim muszę popracować.

      Pozdrawiam

      Usuń
  23. Witam.
    Podziwiam za odwagę, nie każdego byłoby na to stać. Większość z nas ma "za uszami" i nie robi z tego problemu. Ja osobiście czekam na wynik selekcji spółek, które autor bloga rozpoczął kilka tygodni temu. Jestem ciekaw czy znajdą się spółki na których ja bazuję: EKO EXPORT, GROCLIN i AMICA. Pozdrawiam.
    Olii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wpis Olii

      Wszystkie 3 spółki analizowałem i obserwuję, znajdują się w kręgu moich zainteresowań, jednak nie znaczy to, że bym je dziś kupił zamiast np innej jakiejś spółki. To dobre spółki, wg mnie dobrze wyszukujesz :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  24. Bartek co sądzisz o spółce URSUS ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co pamiętam była za droga, teraz cena spadła, ale dla mnie i tak chyba nadal jest za droga. Jednak ważniejsze jest co Ty o niej myślisz i na ile wyceniasz? Bez tego szkoda kupować jakąkolwiek spółkę.

      Warto poczytać o szczegółach tej firmy, jest kilka haczyków, które mnie do niej zniechęciły, ale to tylko moje zdanie i mogę się mylić.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Jak liczysz wartosc spolki ?

      Usuń
  25. z Twoją niezaradnością jesteś fatalnym kandydatem na męża:)
    Jeśli masz żonę i ciągle przy Tobie trwa to ją podziwiam.
    Musi mieć gigantyczne jaja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,

      właśnie to mnie martwi, bo nie chciałbym zostać starym kawalerem ;))

      Widzisz, dzięki temu, mam większą motywację, aby być każdego dnia coraz lepszym.

      Pozdrawiam

      Usuń
  26. Wielki szacunek za szczerość. Twój e-book jak najbardziej aktualny, to co pisałeś to żywe doświadczenie a że życie toczy się swoim często nieprzewidywalnym torem to już inna sprawa.. ważne żeby wstawać i iść pod górę, pod prąd.. Dzięki Twojemu blogowi ponad dwa lata temu zaczęła się moja przygoda z prawdziwą przemyślaną inwestycją i był wielką inspiracją, dużo zawdzięczam i na pewno dalej będę go czytał i komentował w miarę możliwości. Dzięki i pozdrawiam. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Piotr za obecnośc i wsparcie w różnych momentach. Doceniam te pojedyncze lajki w ciągu tych 3 lat, kiedy róznie bywało :)

      Wszyscy uczymy się od siebie nawzajem to jest świetne w blogach i dzieleniu się wiedzą.

      Pozdrawiam

      Usuń
  27. Nie chciałbym martwić Autora wpisu, ale czytałem jakiś czas temu, że nie ma czegoś takiego jak nauka na błędach. Po prostu kiedy się błędy popełnia, to koniec, popełnia się je i już. Każda kolejna sytuacja będzie inna, choćby nawet bardzo podobna z pozoru. Proponuję odejść od drogi 'uczenia się' na błędach, a poszukać raczej drogi nauki podejmowania dobrych decyzji. Nie wiem, czy jest to wszystko jasne i składne... sam zresztą analizuje jak taką naukę można odbyć, ale na podstawie własnych błędów, które z uporem maniaka popełniam i Twoich losów, zaczynam dochodzić do wniosku, że popełnione błędy trzeba jak najszybciej zapomnieć, zatrzeć ślady, a zapamiętać tylko te wydeptane ścieżki umysłowe, które przynoszą profity :)

    Życzę szczęścia z całego serca. Będę czytał.

    Pozdrawiam,
    Piotr Siekański

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Piotr za cenny komentarz,

      Ja wierzę, że każdy kto chce może zmienić siebie w pewnych kwestiach. Błędy będę popełniał do końca życia, jednak z doświadczenia widzę, że pewne rzeczy można zmienić.

      Dziś jestem mądrzejszy o plik zawierający moje prywatne i zawodowe kilkadziesiąt błędów z przeszłości. Kiedy podejmuję decyzję czytam tę notkę kilka razy i stawiam sobie pytania, co z nich chcę znów zrobić. Zauważyłem w ostatnich czasach, że wielu złych decyzji nie podjąłem, albo szybko zawróciłem. Jest progress.

      Nawyki można zmieniać, tylko to czasem trwa :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  28. Najlepszy wpis na blogu. Z Bogiem, przyjacielu.

    Pozdrawiam,

    podpisano

    Cichy prostaczek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa.

      Kilka tygodni zbierałem siły do tego wpisu, myślałem, że to będzie pewnie ostatni i koniec bloga :) A tu reakcja odwrotna, niesamowite.

      Zanim opublikowałem ten wpis skasowałem wcczesniej 2 albo 3 prawie identyczne gotowe wpisy.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  29. Ten wpis to dobra decyzja, jeśli nie wiesz co z tobą jest nie tak to poddaj się ocenie przez innych.
    Może nie musisz w swoim życiu nic zmieniać , tylko zrezygnuj z chęci prowadzenia biznesu.
    Prawdopodobnie potrafisz zarabiać na inwestowaniu więc znajdź pracę i inwestuj nadwyżki a za 10 lat zostaniesz zawodowym inwestorem.
    W tym czasie będziesz mógł prowadzić normalne życie.
    Aby sprawdzić czy potrafisz inwestować poproś pana Tomasza Malińskiego, Robert Galewski ,Albert Rokicki oni działają w podobnym kręgu zainteresowań aby przeanalizowali twoje wybory spółek z czasu kiedy zarabiałeś duże sumy.
    Jeśli potwierdzą że twoje wybory spółek to nie przypadek to droga do sukcesu jest prosta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całym szacunkiem dla wymienionych panów, ale Robert Galewski właśnie zamknął swój blog a doświadczenie pana Tomasza Malińskiego pozostawia wiele do życzenia - zaczynał w roku 2007 na szczycie hossy... Sześcioletni okres inwestowania, hmmm. Sam przygodę z giełdą zaczynałem blisko 17 lat temu. Możecie mi wierzyć, że dopiero po takim czasie nabiera się praktycznego doświadczenia. Nie jest to krytyka, tylko trzeźwe spojrzenie na sytuację. Jedynym godnym uwagi blogerem jest Albert Rokicki, bloger o typowo fundamentalnym podejściu. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Dzięki za wpisy i pomysły,

      Wg mnie to czy potrafię inwestować najlepiej pokazuje stopa zwrotu jaką uzyskuję, a jeszcze lepiej konto bankowe. Na razie dostrzegłem, że źle zarządzałem transferem kapitałów na inwestycje w aktywa i kilka innych błędów. Wyeliminowałem je i teraz będę patrzył czy konto zacznie pęcznieć czy nie :)

      Z wymienionymi Autorami blogów(oprócz Alberta) miałem okazję już rozmawiać, także znam nieco ich opinie.

      Pozdrawiam

      Usuń
  30. A czy Bartku w twoim życiu prywatnym jest wszystko ok? Nie chcę byś na forum zwierzał się. Pytanie zadaję tylko tak dla twojego rozmyślania. Masz żonę, dziewczynę, dzieci? Jeśli nie to pomyśl czy czasami biegając za kasą nie tracisz czegoś dużo cenniejszego i ważniejszego. To tak tylko dla twoich rozmyślań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam

      Jestem inwestorem długoterminowym i najbliżej jest mi do strategii Buffeta . Na Twoją stronkę trafiłem zupełnie przypadkowo bo znalazłem ją przez forum przyjaznych inwestorów.

      Subiektywnie jeżeli miałbym skomentować całą Twoją sytuację to mogę napisać że przeszedłeś niezłą szkołę , a nic tak człowieka nie uczy jak porażki i bankructwa (wiem to z autopsji)Z jednej strony co nas nie zabije to nas wzmocni, ale też co nas nie zabije może nas nieźle sponiewierać i wypadałoby z błędów wyciągnąć wnioski.

      Zgadzam się z przedmówcami że Boga nie mieszałbym w interesy, kogo jak kogo ale jeżeli już mówimy o giełdzie to tam rządzi Pan Rynek (terminologia Grahama) i to lepiej z nim się zaprzyjaźnić . Zresztą tematyka mieszania wiary w biznesie i inwestycjach szczególnie katolickiej wygląda nie najlepiej. Odnoszę wrażenie że tutaj Bóg raczej upodobał sobie ludzi biednych i nawet samo twierdzenie " Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty do królestwa niebieskiego" świadczy o hipokryzji kościoła katolickiego. Zupełnie inaczej podchodzi do tych spraw judaizm, polecam książkę "Żydowska mądrość w biznesie".

      Odnośnie wejścia w sklepy internetowe i wogóle rynek e-commerce, to w tej chwili już raczej karty rozdają liderzy i prawdopodobieństwo straty w tym biznesie jest spore. Na Twoim miejscu zostałbym przy giełdzie gdzie już masz spore doświadczenie i poczułeś smak sukcesu ... tego się nie zapomina :)

      Pozdrawiam i powodzenia życzę

      Usuń
    2. @Unknown

      Cenne spostrzeżenia, jestem świadomy że ogień płynący ze spalania banknotów jest nic nie warty w porównaniu do ogniska domowego i rodziny. Pracuję nad tym, aczkolwiek widać, że jeszcze mam pracę do wykonania, aby stworzyć bezpieczne gniazdko. A że życie płata takie figle, no to cóż tu poradzić :)

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. @Anonimowy

      Dzięki również za szczery i cenny wpis.

      Tak jak wyżej już pisałem, Boga zaprosiłem również w swoim zyciu do moich finansów, do mojej pracy, na giełdę. Chcę aby był w całym moim życiu, a jesli zacznie mi dawać jasno znać, żebym coś z tym zmienił, to mam nadzieję, że to dobrze rozpoznam i szybko. Giełda jest tak samo neutralnym narzędziem dla ludzi jak nóż, wiadro, widły itp. Ważne jest gdzie jest nasze serce.

      Co do żydowskiej mądrości to mam zapisaną do kupienia, więc kiedyś pewnie przejrzę :)

      Dzięki za pozostałe sugestie i rady, cenna to rzecz mieć wgląd w tyle opinii.

      Pozdrawiam

      Usuń
  31. Ciekawi mnie jak można 0,5mln zł zjechać do zera.
    Przecież nawet jeśli nie dałeś rady tym biznesem to wyposażenie , produkty można spieniężyć i jeszcze coś mieć? Chyba nie miałeś wierzycieli którzy rozgrabili majątek :)

    Następna sprawa to książka która niedługo się pojawi.
    Czy ona będzie płatna ?
    Może cała ta historia jest pod lepszą sprzedaż ?

    Na pewno podniosłeś historią wyświetlenia strony , to i wydawnictwo jakieś inaczej na to spojrzy i zechce wydać książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest takie trudne. Tak jak pisałem niecałe 0,5 mln zł było w szczycie hossy w akcjach. Po szczycie zaczęła się bessa 2007-2009 roku i pieniądze zaczęły topnieć wraz ze spadkami oraz z ciągłymi kosztami na biznes. Zaczęły znikać w bardzo szybkim tempie, szybciej niż się wczesniej pojawiały.

      Ksiązka będzie płatna, a na razie nie planuję też ksiązki na temat powyższej historii.

      Pozdrawiam

      Usuń
  32. Cóż - wpis potrzebny, trochę jako przestroga, trochę jako nauka dla siebie i innych.

    Pomijając tematy metafizyczne które w komentarzach się przewijają sprecyzuję błędy jakie dało się zauważyć czytając:

    1. Zainwestował Pan 0,5 mln w spożywkę mając o tym zielone pojęcie ? Wątpie - do tego w tak trudny biznes jakim jest e-spozywka (z tego co kojarzę większość na tym biznesie popłynęła). Nie robił Pan badania rynku? Nie sprawdził komu się udało ? Hity takie jak FB czy Amazon to jak wygrane w totolotka. Podobnie chyba miało byc z tym e-sklepem.

    2. Biznes robiony z bratem, szwagrem, ciotka, dziatkiem z reguły nie wypala. Z rodziną dobrze tylko na zdjęciu mówi stare przysłowie i ma wiele prawdy. Z tego co widze w dwóch pańskich biznesach odpowiedzialność była mocno rozmyta. Nie dziwne że i pieniążki się rozmyły...

    3. Dlaczego mając sensowne środki finansowe nie próbował Pan franczyzy ? Mając wsparcie marki, sieci jak i osób z doświadczeniem jeśli by odpowiednio wziął się Pan do pracy dziś nie byłby Pan na pewno finansowym dnie. Oczywiście znów trzeba wiedzieć co wybrać - podpowiedź - prosty biznes który generuje pieniądze.

    4. Brak zabezpieczeń finansowych - stawianie wszystkiego na jedną kartę albo góra dwie tak musi się kończyć. W którymś z wpisów pisze Pan że nie używa stop lossow - dlaczego ? Bo wie Pan lepiej od rynku ? SL to abecadło świadomego inwestora.

    6. Odrzuca Pan wiele cennych doświadczeń z przeszłości, pisząc że teraz są inne czasy itd. Rady ludzi którzy osiągnęli ogromny sukces na giełdzie nawet 100 lat temu są dalej niezwykle cenne. To że nie potrafi Pan z nich korzystać to tylko Pana wina.

    7. - Pisze Pan że zyski z giełdy w 2008 topniały - wyraźnie widać brak zabezpieczenia jak i metody czy systemu. W latach 2004-2007 zarabiał Pan na hossie jak większość - w 2008 też się dało zarobić, najprościej na shortach i KS. Dobry inwestor/trader zarabia na każdym rynku - wzrostowym jak i spadkowym. Pomijając ten fakt dlaczego mając niezłe wyniki na giełdzie (wzrost kapitału o 500% w 3 lata) dlaczego pchał się Pan w własny biznes ? Bo na giełdzie wyszło to biznes też wyjdzie ? Duży błąd i myślenie życzeniowe.

    Podsumowując życzę szczęścia w przyszłości i odbicia się od dna. Przed Panem jednak ciągle bardzo długa droga - głównie w pracy nad własną psychiką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za cenne uwagi,

      1 Tak jak Pan napisał, zainwestowalismy zieloni w jeden w najtrudniejszych e-binesów jakie istnieją. Zbadalismy rynek, ale nie byliśmy świadomi że przewieźć najwyższej jakości świeże mięso, warzywa i owoce, lody za jednym razem wymaga sporej gimnastyki.
      Niestety marzenia i pasja czasem przysłaniają rzeczy niemozliwe. I tak prawie nam się udało, bo nie wiedzielismy że to trudne ;)

      2 Biznesy rodzinne to czasem wspaniałe firmy, jednak trzeba je budowac na odpowiednich zasad, które my wtedy dopiero poznaliśmy. Nauka kosztowała.

      3 Ponieważ mieliśmy marzenie stworzyć najwspanialszy sklep na świecie i prawie nam się to udało. Niektórzy Klienci nawet 2 lata po zamknięciu e-sklepu pisali do nas maile, że tęsknią i czemu nas nie ma :)

      4 Stop lossy są i zabezpieczeniem i pułapką. Jeśli na rynku pojawi się przypadkowe, fałszywe zlecenie, może wyrzucić mnie z inwestycji, a po 10 sekundach wszystko wróci do normy. Stąd nigdy mnie do siebie nie przekonały stop-lossy, aczkolwiek uważam że mogą mieć dobre użycie.

      6 Zgadzam się, że popełniłem dużo starych błędów. Jest to powód mniejszego zaangazowania w giełdę. Zdaję sobie sprawę z pewnych zasad działających teraz jak i 100 lat temu. Coraz lepiej ich przestrzegam.

      7 Pchaliśmy się wbiznes, ponieważ chcieliśmy stworzyć wspaniałą polską firmę i słuzyć ludziom super usługę. Wtedy nie pomyślałem, ze lepiej by było jakbym skoncentrował się dalej na finansach. W rezultacie odkryłem w e-biznesie do czego raczej się nie nadaję, co jest zbyt trudne, co lubię, co mi nie wychodzi itd. Warto było.

      Przede mną jeszcze tysiące porażek i błędów, myślę jednak że limit bankructw ywkorzystałem już w życiu ;))

      Pozdrawiam, dzięki.

      Usuń
  33. wcielo 5.

    5. Cash is the king - tej maksymy Pan nie znał w 2007 ? Nie mając wielkiego pojęcia o biznesie postanowił Pan się w łatwy sposób pozbyć gotówki. Jaki miał Pan wtedy cel ? Niezależność finansową ? Wątpię - do tego wystarczyła już ta kwota odłożona na lokatę i trochę czasu. Nie wspomnę tu o nawet o możliwym zabezpieczeniu tej kwoty w funduszach dłużnych czy też obligacjach (nawet skarbowych). Wyraźnie widać brak cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie inwestuję na giełdzie i w biznesy tylko dla pieniędzy, głównie realizuję swoje marzenia i pasje.

      Moim celem jest standardowe podejście katolika: służenie bliźnim najlepiej jak potrafię talentami które otrzymałem na chwałę Bogu.

      Biznesu nie da się stworzyc bez praktyki. Mielismy lata edukacji i teorii o biznesie w głowie, ze studiów i ksiązek, po czym gdy skonforntowalismy to z rzeczywistością, okazało się że było to nic nie warte. Musielismy wszystkiego uczyć się od nowa. Praktyka to najlepszy nauczyciel, idealne momenty nie istnieją przecież.

      Dzięki za szczery wpis,
      Pozdrawiam

      Usuń
  34. Oho, ale się komentarzy narobiło...
    Bartek - według mnie pierwsza, podstawowa rzecz - wszystko powinno dziać się po kolei. Wiem, że jesteś bardzo sceptycznie nastawiony do innych instrumentów finansowych, jak lokaty czy fundusze. Ale one wielu osobom pozwalają na ten pierwszy krok - wybudowanie osłony finansowej. 12xmoje miesięczne wydatki. Dopiero jak mam to, to zaczynam krok kolejny - niezależność finansowa. Tu już mogą się pojawić inne instrumenty.
    Osłonę finansową powinien wybudować KAŻDY, bez względu na to co robi i ile zarabia.
    Wierzę, że uda Ci się wyjść z dołka i jeszcze niejedną dobrą rzecz nam przekażesz. Spróbuj wrócić do źródła. Pamiętasz? "jak umiesz zarządzać małym, to dostaniesz i duże". Zacznij od podstaw. Na pewno Ci się uda.

    Pozdrawiam,
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częśc Agnieszka,

      Zgadzam się, że warto zbudować sobie osłonę finansową i że działanie po kolei to mądra ścieżka. Dzięki za cenne przypomnienie, myślę, że z każdym miesiącem jest lepiej u mnie, jeśli chodzi o te małe rzeczy :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  35. ZIOMEK BARTEK ! W DOLINIE KRZEMOWIEJ CHĘTNIEJ INWESTORZY WYBIERAJĄ TYCH KTÓRZY JUŻ ZBANKRUTOWALI RAZ CZY DWA.

    DZIĘKI TEMU ŻE ZBANKRUTOWAŁEŚ TRZYKROTNIE I TEGO NIE UKRYWASZ W KOŃCU MOGĘ ZACZĄĆ CIE CZYTAĆ I SZANOWAĆ - CZEMU CZYTAĆ I SZANOWAĆ? BO ZYSKAŁEŚ NA WIARYGODNOŚCI, TO PIERWSZY TAKI BLOG JAKI ZNAM I JARAM SIĘ, ŻE WYRUSZYMY W TĄ PODRÓŻ RAZEM - MAM TYLE SAMO KASY NA GIEŁDZIE I PODOBNE PODEJŚCIE POMIMO TEGO IŻ GRAM DOPIERO MIESIĄC I SIĘ UCZĘ. DZIĘKI ŻE JESTEŚ :)

    OdpowiedzUsuń



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...