27 marca 2012

Praca w Holandii - Case study 2011-2012 r.

Witaj,

Parę osób prosiło o info na temat pracy w Holandii.

Te słowa napisałem w sierpniu 2011 r. niecały miesiąc po wyjeździe z Polski:

"Miesiąc temu byłem przerażony. W dniu kiedy wyjeżdżałem z Polski, położyłem się spać przed podróżą samochodem. Marzyłem o tym, aby ten cały wyjazd był tylko snem, marzyłem by zostać w ciepłym łóżku w Polsce. Bałem się! Bałem się nieznanego, bałem się angielskiego, bałem się porażki itd. Miesiąc później strach prysł."

Cały strach, który powstał w mojej głowie, był iluzją, zlepkiem wielu opinii innych osób. Często te opinie były negatywne, a jak wiadomo najczęściej mówią więcej o stanowisku osoby ją wypowiadającej, niż o rzeczywistości. Niemniej każda opinia jest cenna, radzenie się jest mądre, proszenie o pomoc to skarb.

Jak to było w lipcu 2011 r.?

Kiedy decydujemy się na coś na poważnie, wtedy świat zaczyna nam sprzyjać. Zawsze marzyło mi się wyjechać do pracy za granicę, ale nie sądziłem nigdy, że wyjadę. No i w końcu problemy osobiste w Polsce zmusiły mnie do tego kroku. W pierwszej chwili nie wiedziałem za co się brać, ale im więcej informacji zdobywałem, tym więcej osób, rad i pomocnych słów słyszałem. W końcu natrafiłem na pomysł, aby popytać znajomych, którzy już pracowali za granicą, jak to jest. W międzyczasie wysłałem pierwsze CV do pracy za granicą i czekałem na odpowiedź. Nigdy nie wyjeżdżałem za granicę na dłużej, niż 2-3 tyg. i zawsze tylko w celach wypoczynku. Mój angielski był praktycznie zerowy jak się okazało na miejscu. Czułem lęk i podniecenie.

Jeden z kolegów chętnie zaczął udzielać mi informacji na temat pracy w Holandii. Ja myślałem o Norwegii lub jakimś ciepłym kraju. Jednak dziwny "zbieg okoliczności" sprawił, że akurat miał możliwość załatwienia mi pokoju, który obecnie stał pusty. Powiedział mi jeszcze parę rzeczy o pracy na miejscu itp i ostrzegł, że praca może być, ale nic na 100%. Wiedziałem, że decyzja musi być podjęta na 100%, jeśli ma mi się udać. Inaczej wróciłbym z niczym i miał 1000 euro w plecy, które o dziwo również spadły mi z nieba "przypadkowo" - były przeznaczone na przetrwanie 1-2 miesięcy bez pracy.

Ostatecznie zdecydowałem się i byłem gotowy na 100%, cała wyprawa wydawała mi się czymś naprawdę dużym i na pewno nie miałem żadnych gwarancji na to czy mi się uda. Jednak ryzyko zawsze się opłaca. Ostatecznie w lipcu wyjechałem. "Przypadkowo" kolega kolegi jechał jeepem do Belgii i podwiózł mnie za grosze pod dom kolegi w Holandii.

Z nieba spadł mi kolega, pieniądze na wyjazd, transport i mieszkanie. Była to konsekwencja odpowiedzenia "TAK", na wewnętrznie odczuwaną propozycję serca.

Ostatecznie sytuacja potoczyła się dalej w błyskawicznym tempie. Ulokowałem się w swoim mieszkaniu, gdzie jak się okazało mieszka 90 letnia Babcia, mentorka i nauczycielka angielskiego, która wciąż podróżuje po USA, aby uczyć innych nauczycieli, jak należy prawidłowo nauczać. Napisała rok wcześniej książkę do nauki angielskiego, a obecnie przychodzi do niej osoba, która spisuje jej biografię. Podróżowała po całym świecie i 11 lat mieszkała w Anglii. Dzięki temu mój lęk związany z językiem angielskim został zażegnany przez ten dziwny "zbieg okoliczności" i piętro wyżej po schodkach, mam Babcię, która uwielbia uczyć angielskiego. Oczywiście za free, robi to z pasji.

Pracę znaleźć w Holandii nie jest łatwo, i nie jest trudno. Trzeba mieć szczęście, dlatego ja znalazłem pracę po półtora tygodniu szukania, podobno w najlepszej pod względem warunków firmie w mieście. Większość stanowisk i pracodawców wymaga holenderskiego i w miarę dobrego angielskiego. Jak wiecie na początku było źle, szczególnie w mowie :)

Jak się znajduje legalną pracę w Holandii będąc zielonym?

Najprościej? Idzie się do Agencji pracy, których jest pełno w Holandii i prosi o pracę, która nam odpowiada. Proste prace, fizyczne są raczej dostępne przez cały rok, gorzej jest w okresie grudzień-marzec - wtedy jest spadek produkcji w firmach i większe bezrobocie.

W Agencji pracy wymagają od Ciebie nr konta bankowego(czasami holenderskiego) oraz nr Sofi. Gdy ja poszedłem do tych agencji pierwszego dnia poszukiwań, jedna mnie spławiła, gdy tylko usłyszeli jak dukam po angielsku, w drugiej też chcieli mnie spławić, ale się nie dałem. Najpierw powiedziano mi że muszę mieć nr Sofi, żebym mógł u nich pracować. Wiedzieli, ze na taki nr trzeba najczęściej czekać parę dni/tygodni. Poszedłem nieświadomy tego do urzędu i bez kolejki po dokładnie 10 minutach wyszedłem z nr Sofi. Wróciłem do agencji, a oni spojrzeli na mnie jakbym ukradł coś, no ale nie mieli wymówki, aż do czasu, kiedy zorientowali się, że nie mam nr konta bankowego, holenderskiego. Powiedziano mi, ze to konieczne dla nich. Poszedłem więc do banku i otworzyłem konto w 15 minut i wróciłem do nich z nr konta. Znów ich zdziwiłem. Nie miałem jeszcze wtedy obowiązkowego ubezpieczenia, miałem miejsce zamieszkania, więc dali mi pierwszą pracę, a spotkanie umówili na czwartek. Jadąc na to spotkanie, zabłądziłem w mieście i nie dotarłem. Jak się okazało później, było to "zrządzenie losu" i uratowało mnie od jednego z gorszych miejsc pracy. W następnym tygodniu zostałem umówiony ponownie na to spotkanie, jednak okazało się, że czekam na liście rezerwowej. A ponieważ musiałem mieć pracę i byłem zdeterminowany, aby mieć ją jak najszybciej, zadzwoniłem i poprosiłem o tymczasową pracę, dopóki nie będę rezerwowy. Wtedy trafiłem do jednego z najlepszych miejsc pracy pod względem warunków. Na początek idealne.

Pracuję w tej firmie od lipca, jest to międzynarodowa firma logistyczna, gdzie zajmuję się lekkimi, nudnymi zajęciami fizycznymi, aczkolwiek idealne miejsce, aby stanąć na nogi, poznać środowisko, ludzi, Holendrów, podrasować język i zarabiać godziwe pięniądze.

Praca fizyczna?

Pracuję po studiach jako pracownik fizyczny. I dobrze, bo w rzeczywistości wolę tę pracę, niż pracę biurową, a po godzinach mam czas na giełdę. Jest to wg mnie świetny etap rozwoju dla mnie i przede mną dzięki tej pracy otworzyło się wiele furtek na świat.. A czas pokaże, co będzie dalej.

Tak to mniej więcej wygląda. Ambitniejszą pracę oczywiście można dostać, jeśli się zna dobrze angielski i najczęściej obowiązkowo holenderski. Trzeba też chcieć, mieć talent i dawać z siebie więcej, niż to za co nam płacą.

Wiem, że w ostatnich miesiącach było nieco trudniej o pracę, powoli będzie się polepszało, chyba, że będzie globalny kryzys część dalsza.

Warunki życia i pracy w Holandii 2011-2012?

  • Obowiązkowe ubezpieczenie aby podjąć legalnie pracę - 90-130 euro miesięcznie.(do tego jest dofinansowanie z urzędu + ~70 euro)
  • Mieszkanie(najtrudniejszy aspekt) - pokój od 250- 400 euro za osobę miesięcznie. Własne mieszkanie około 600-900 euro miesięcznie, do tego są czasem dofinansowania. Największa trudność to właśnie legalne mieszkanie, w którym właściciel pozwala nam się zameldować, bo to jest konieczne przy innych sprawach formalnych.
  • Jedzenie - minimalnie około 100-150 euro bez głodowania/osoba.
  • Pensje minimalne - około 1000-1300 euro do ręki. Często w pracy dla agencji pracuje się nie po 5 dni w tygodniu, a po 3-4 dni w zależności od ilości pracy w firmach. Dlatego pensja może być ruchoma, raz większa, raz mniejsza. Nadgodziny i praca w weekendy płatne lepiej. Większe zarobki dla osób, które uczą się języka, lub rzeczywiście tego chcą, wtedy coś wymyślą ;) Jeśli ma się fach w ręku zarabia się więcej z ~1400-1800 euro i więcej w zależności od specjalizacji.
  • Do pracy dojeżdżać można cały rok na rowerze - bardzo popularne. Rower ze sklepu, używany, nadający się do czegoś, kosztuje w Holandii od około ~100 euro(oczywiście nie mówię o kradzionych).

Kraj jest czysty, zadbany, na ulicach w moim mieście jest bardzo spokojnie, jakby się żyło w innym świecie. Ludzie raczej życzliwi i przyjaźni, nastrój psują obcokrajowcy, którzy kradną, piją, palą itd - opinia o nich psuje opinię o reszcie. Wielu Holendrów przez to podejrzliwie patrzy na obcokrajowców, w tym Polaków, aczkolwiek nie jest źle.

Piszę ten wpis, dla osób, którzy czują w sercu, że przydałoby im się wyjechać za granicę. Jest to dobra szkoła życia, trudna i wymagająca. Mieszkam tu sam, więc samotność potrafi dopiec, ale też hartuje ducha, wzmacnia i uzdrawia. Nie ma się gwarancji na znalezienie pracy, lecz kto nie zaryzykuje ten się nie dowie.

Podsumowując:

Jest okej, jest niby łatwiej, ale jest czasem b. trudno. Można żyć i oszczędzać/spłacać długi. Można też pozwiedzać i nauczyć się angielskiego - każdy tu mówi po angielsku. Spotyka się ludzi z całego świata: Afryki, Stanów, Europy itd. W moim mieście jest msza po polsku raz w tygodniu. Na ulicach widać wyznawców różnych religii i kultur. Ceny w sklepach normalne jak na zarobki tutaj. Możliwości do uprawiania sportów są duże. Pociągi z tego co wiem, dość drogie. W firmach pracuje sporo Polaków, więc początki są łagodniejsze.

To chyba tyle. Może komuś ten wpis się przyda.

40 komentarzy:

  1. Ja wyjazdy zarobkowe za granicę mam już za sobą, obecnie rozpoczynam budowę biznesu u nas w kraju, ale chciałem napisać tylko, że to jeden z najlepszych Twoich wpisów na tym blogu. Trzymam za Ciebie kciuki i dziękuję za ten blog.
    pozdrawiam
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, moim głównym celem nie jest zarobek :) Po prostu idę drogą serca, zareagowałem na wezwanie, a pieniądze są dodatkiem i są ważne.

      Daj znać jak rozpoczniesz biznes, to parę osób z bloga wejdzie na linka :)

      Pozdr

      Usuń
  2. Ajaki biznes Miachale zaczynasz kręcić?
    Marcin

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Bartku za podzielenie się sprawami jakby nie patrzeć osobistymi. Może też kiedyś wyjadę na obczyznę bo też czuję że to byłoby dobre doświadczenie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za odpowiedź. Myślałem, że moje pytanie o Holandię sprzed paru wpisów zostało zignorowane ;-)

    Szczerze mówiąc (a może raczej pisząc) zapytałem, bo nie bardzo mogę Cię rozgryźć. Trafiłem na tego bloga jakiś czas temu, zaciekawił mnie i myślałem, że się tu czegoś nauczę. Na początku zobaczyłem człowieka, który pisze o inwestowaniu, o stopach zwrotu z giełdy rzędu kilkadziesiąt procent rocznie, o biznesach rodzinnych. Napisałeś ebook'a, którego przeczytałem. Z czasem jednak coś się zaczęło w tym wizerunku sypać.

    Biznesy rodzinne okazały się sprzedażą dziwnych gadżetów nijak nie pasujących do miana bożych zabawek. Potężne pieniądze, które podobno kiedyś zarobiłeś zniknęły w bliżej nieokreślonych okolicznościach. Na komentarze pod postami rzadko odpowiadałeś, co raczej nie było spowodowane brakiem czasu, bo kolejne posty pojawiały się regularnie. Miałem wrażenie, że przekaz tu ma być jednostronny. Bez dialogu - tylko niedzielne kazanie. Na koniec dowiadujemy się, że jesteś, za przeproszeniem, goły i wesoły i nie miałeś nawet tysiąca euro, żeby wyjechać za granicę. Do tego słabo znasz angielski i wyjechałeś do pracy fizycznej. Oczywiście nie mam nic do pracy fizycznej, bo sam tak pracowałem kiedyś, ale po kimś sprawiających wrażenie niesamowicie mądrego, chłonącego wiedzę w potężnych dawkach (to a propos Twojego posta o czytaniu wszystkiego co wpadnie pod rękę), spodziewałem się czegoś więcej.

    Przepraszam za może trochę ostrą krytykę, ale mam wrażenie, że ten blog jest strasznie nadmuchany. Piszesz różne mądrości, jak inwestować, jak żyć. Starasz się uczyć ludzi, a tymczasem dopiero po kilku dobrych miesiącach czytania bloga okazuje się, że jeśli chodzi o finanse, tudzież jakiś rozwój w strefie zawodowej, to jesteś w miejscu, w którym ja byłem jakieś 10 lat temu, gdy byłem jeszcze na studiach początku studiów.

    Jak dla mnie - przerost formy nad treścią. Co ciekawe nie tak dawno poznałem takich strasznie wierzących ludzi i wyobraź sobie, że dokładnie takie samo było moje wrażenie. Na początku - och, ach, jacy to oni cudowni, a potem z każdym dniem coraz bardziej się zawodzisz. Dowiadujesz się o tym, że wcale nie zarabiają kokosów, że cudzołożą, że żerują na innych, itp, itd. Skrajnie dobry wizerunek, skrajnie złe zachowanie. Ciekaw jestem jak bardzo jeszcze w moich oczach straci Twój wizerunek.

    Tak czy siak życzę Ci powodzenia. Pewnie jeszcze tu czasem pozaglądam, żeby dowiedzieć się jak Ci idzie. Mam nadzieję, że odniesiesz w końcu jakiś sukces i się tu nim pochwalisz :-) Myślę, że dopiero wtedy będziesz miał prawo do tego, by uczyć czegoś innych.

    Pozdrawiam z kraju obok (aczkolwiek już jutro... witaj Polsko)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz rozumiem jaki miałeś cel zadania tego pytania ;P - nie tędy droga Melonmaker.

      ps. Dziękuję pozostałym z wpisy :)

      Usuń
    2. Zupełnie nie rozumiem Twojego toku rozumowania.

      Usuń
    3. Melonmaker - dosłownie wyjąłeś mi to ust. Podpisuję się pod każdym Twoim słowem. Ja również z wielkim zdziwieniem przeczytałem wpis o Holandii i czuję rozczarowanie jakością opakowania w stosunku do zawartości.

      Bartku - nie wkurzaj się, że Melanmaker pytał gdy go coś zaintrygowało, a potem wyciąga z tego logiczne wnioski. Komentarz, że dziękujesz pozostałym za wpisy był co najmniej niesympatyczny. To też jest kamyczek do Twojego wizerunkowego ogródka - Bóg, moralność etc. a więc i szacunek dla innych. Wszystkich innych, nie tylko klakierów.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Marcin

      Usuń
    4. @Melonmaker Rozczarowany ? a to dla czego ? szukałeś złotego grala i nie znalazłeś ? nawet między wierszami ? Pod innym płatnym adresem znajdziesz. ateista

      Usuń
    5. @Anonimowy 1 - nawet nie zauważyłem, że podziękowania były dla wszystkich oprócz mnie :-) Nie zwracam na takie rzeczy uwagi. Blogowanie to dla mnie dialog. Podziękowania może i są miłe, ale jak z kimś rozmawiam, to nie mówię na końcu: dziękuję, że ze mną porozmawiałeś ;-)

      @Bartłomiej - ale nie tędy droga do czego?

      Jeśli chodzi o drogę do wiedzy, to według mnie to jest właśnie dobra droga. Pytam - ktoś mi odpowiada. Nie pytam, by to negować, ale po to, żeby wiedzieć. Jeśli ktoś mi nie odpowiada lub co gorsza odpowiada nieprawdę to tracę do takiego kogoś zaufanie i omijam szerokim łukiem. Ty pisałeś kiedyś o zdobywaniu wiedzy poprzez czytanie wszystkiego jak leci. Tego co lubimy i nie. Ja nie mam na to czasu. Wybieram to, co uznaję za wartościowe i co mnie naprawdę interesuje. Przeczytałem np. Twojego e-book'a i początkowo uznałem go za wartościowego, ale teraz mam duże wątpliwości. Boję się przetestować to, co napisałeś, bo skoro miałeś problemy, by uzbierać 1000 euro, to jest to sygnał, że opisana wiedza nie działa lub przestała działać. Może i miałeś kiedyś duże pieniądze, ale skoro teraz jesteś na zero i nawet nie miałeś na wyjazd, to dla mnie jest to wyraz potężnej nieodpowiedzialności.

      Jesteś zatem mi w stanie wytłumaczyć, którędy droga? Oświeć błądzącą owieczkę ;-p Nie umiem przyklaskiwać ładnym tekstom jeśli mijają się z rzeczywistością.

      @Anonimowy 2 - rozczarowany tym, że czytam o kimś, kto chwali się, że wie jak zarabiać na giełdzie, a to g... prawda. To tak jakbym ja napisał ebook'a o tym, jak zarabiać 100% dziennie na forexie, a potem dopisał: "eeee, na koniec tygodnia wszystko straciłem". Złotego grala nie znajdę ani tu, ani na płatnych serwisach. Po prostu lubię czytać historie różnych ludzi i wbrew polskiemu stereotypowi szukam ludzi, którym w życiu coś wyszło i chcą się tym podzielić. Nie mam zamiaru ich powielać. Pisząc na blogach rozmawiam z takimi osobami. Wydawało mi się, że być może tu znajdę kogoś z kim nawiążę jakiś sensowny dialog i tu się właśnie rozczarowałem.

      Usuń
    6. @ Melonmaker , a tu byłeś ? http://astronomiafinansowa.blogspot.com/ .ateista

      Usuń
    7. @Anonimowy - Nie byłem wcześniej. Zerknąłem na razie na szybko. Jak już wspomniałem nie wierzę, że ktoś, kto umie zarabiać na forexie będzie się tym dzielił. Albo umiesz zarabiać, zarabiasz i nie wciągasz w to nikogo, żeby Twoja strategia nie przestała z czasem działać, albo nie umiesz zarabiać dużo (może jakieś grosiaki) i sprzedajesz szkolenia. Jak na razie taka jest moja opinia i tego się będę trzymał, żeby nie tracić niepotrzebnie pieniędzy :-)

      Usuń
    8. Melonmaker, kompleksy najlepiej leczyć u psychologa.
      Fora, blogi, ogólnie internet Ci w tym nie pomoże.

      Usuń
    9. @Anonimowy - rozumiem, że piszesz z doświadczenia? Może mi wytłumaczysz jaki wg. ciebie mam kompleks, żebym wiedział co powiedzieć psychologowi. Gwoli ścisłości - uważam, że powyższy tekst Bartłomieja jest bardzo dobry, na temat, życiowy, itd. Po prostu rzucił ogromny cień na to, co pisał wcześniej.

      Usuń
    10. Jako ateista oznajmiam ci że zarabianie to wiedza i czas poświęcony temu ,zerknij na cennik w ramce uwierz to działa. ateista.

      Usuń
    11. Ateizm i wiara nie mają nic do zarabiania. Też jestem ateistą i co z tego? Nie rozumiem mieszania tematów. Cennik widziałem. Kosmiczny, podobnie jak Twoje teorie. Nie wątpię, że w ten sposób zarabia się "na giełdzie" i "na forexie" ;-) Znalazłem też jakiegoś e-book'a, z tego co się orientuję, w Twoim wykonaniu. Strasznie chaotyczny. Nie da się go czytać.

      Usuń
    12. @Melonmaker Ateizm i wiara nie mają nic do zarabiania. Jak dla mnie - przerost formy nad treścią. Co ciekawe nie tak dawno poznałem takich strasznie wierzących ludzi i wyobraź sobie, że dokładnie takie samo było moje wrażenie. Na początku - och, ach, jacy to oni cudowni, a potem z każdym dniem coraz bardziej się zawodzisz. Dowiadujesz się o tym, że wcale nie zarabiają kokosów, że cudzołożą, że żerują na innych, itp, itd. Skrajnie dobry wizerunek, skrajnie złe zachowanie. Ciekaw jestem jak bardzo jeszcze w moich oczach straci Twój wizerunek. ateista

      Usuń
  5. Bardzo fajny i pozytywny wpis

    OdpowiedzUsuń
  6. @Melonmaker
    Jeżeli nie podoba Ci się e-book Bartka to nie stosuj się do jego zasad a nie truj jak się zawiodłeś. Jak Ci nie szkoda czasu wylewać swoje żale w sieć. Idź i zarabiaj swoje miliony na forex albo giełdzie i nie trać swojego cenne czasu wśród takich miernot jak my.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @PMJAR - właśnie problem jest w tym, że finansowa część e-book'a spodobała mi się bardzo, ale po tym co teraz zobaczyłem nie zastosuję się do niego, bo nie chcę skończyć tak jak Bartłomiej. Ja od zawsze piszę, że jestem cienki w inwestycjach i nie ściemniam, że zarabiam setki tysięcy, które potem nagle straciłem.

      Niedługo zniknę z tego miejsca i już nie będę zakłócał niedzielnych kazań. Zadziwia mnie, że jak się założy swoją stronę, to można pisać największe bzdury, ale opinii o takowych już nie można napisać, bo zaraz wszyscy najeżdżają, że się wylewa żale. Blog to miejsce do dzielenia się opiniami. Ja przynajmniej argumentuje swoje wypowiedzi w przeciwieństwie do większości, która rzuca jedno zdanie nic nie wnoszące do tematu dyskusji.

      Na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie napiszę ;-p Wpisy u Bartłomieja pojawiają się zazwyczaj raz na tydzień, ale jeśli tylko pojawia się jakiś nieprzychylny komentarz, to dzień później pojawia się nowy wpis. Choćby kilka zdań, które "uchronią" od wchodzenia bezpośrednio na ten nieprzychylny wpis. Ciekawa taktyka, no ale w unikaniu dyskusji Bartłomiej jest bardzo dobry. Dlatego znikam stąd. Pa.

      Usuń
    2. @Melonmaker zastanawiam się jak tobie pomóc ,myślę że cisza i milczenie, a osądzanie zostaw naszemu stwórcy .ateista

      Usuń
    3. Ateista pisze o stwórcy i reklamuje swoje płatne usługi ;-) Autor nawet nie ustosunkuje się do mojej wypowiedzi, tylko rzuci zdawkowym: "nie tędy droga". Nie dziwi mnie zatem brak jakichkolwiek dłuższych komentarzy pod Twoimi wpisami Bartłomieju, bo nikt nie chce się narażać. Usunąłem już Twój blog z listy tych, które czytam i z powodu braku jakichkolwiek argumentów w poruszonym temacie dla mnie EOT. Cieszę się, że chociaż jedna osoba miała odwagę napisać, że się ze mną zgadza. Gorące pozdrowienia dla Marcina ;-)

      Usuń
    4. @Melonmaker ,gdzie ja napisałem że nazywam się Zbigniew Stawicki ?ateista.

      Usuń
    5. @Melonmaker ,kończymy , masz prawo się dąsać i być zawiedzionym\ną .ateista.

      Usuń
  7. @ateista - nie dąsam się, tylko lubię jasne dyskusje. Może za wiele oczekuję od ludzi w sieci. Każdy pisze 2 "zaczepne" linijki i reszty trzeba się domyślać. Pewnie stąd moje mylne wnioski co do tego kim jesteś. Rozważałem 2 opcje: albo dajesz mi do zrozumienia, że Bartłomiej pisząc te rzeczy chce zarabiać na reklamach podobnie jak inni zarabiają na szkoleniach będąc marnymi inwestorami albo reklamujesz swoje usługi. Wybrałem drugą opcję, żeby upewnić się, która jest właściwa. Tak czy siak nie męczmy już tematu, bo ja nie oczekuję pomocy od nikogo, bo doskonale sobie radzę i nie mam świra na punkcie kosmicznych stóp zwrotu. Jest mi dobrze tak jak jest. Po prostu wyraziłem swoją opinię o tym blogu, ale oczywiście nie jestem nieomylny. Tylko niestety prawie każdy odparł atakiem na moją osobę, a nikt nie przytoczył chociażby jednego argumentu w obronie Bartłomieja co jeszcze bardziej utwierdza mnie w wyrażonej opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Melonmaker. co ci to da że będziesz zakładał i rozczarowywał się w stosunku do kogoś lub czegoś ?wskakuj na falę i surfuj.ateista

      Usuń
    2. @ateista - zakładam i się rozczarowuję wtedy, gdy mam chwile odpoczynku od fali i surfowania, albo gdy tak jak teraz deszcz pada ;) Czasem naiwnie myślę, że mój komentarz może dać coś komuś innemu, kto tu zagląda lub jakoś sensownie podyskutuję z autorem. Na wielu blogach się to sprawdza i daje mi to chwile przyjemnej dyskusji. Tu jak widać jestem niewygodnym gościem.

      Usuń
    3. @Melonmaker ,teraz to wiem o co tobie biega ale zatrzymam to dla siebie ,widzisz różnicę ? czasami wiedząc o co chodzi lepiej jest trzymać język za zębami a sieć to nie miejsce na ekshibicjonizm.ateista

      Usuń
  8. Witajcie,

    Przypomnę tylko, że robię sobie piątki bez komputera, więc nie widziałem co tu się wyprawia.

    Melonmaker Ty nie pytałeś bez celu i w dobrych intencjach.
    ---

    Po pierwsze e-book był opisem mojego doświadczenia, więc opisałem w nim moją poprzednią strategię, która pozwoliła mi zarobić kilkaset tysięcy złotych i posłużyła w całości jako kapitał na budowę sklepu iLike.pl. Sklep stracił płynność i wpadliśmy w długi. Co ciekawe, później prowadziliśmy kilka miesięcy negocjacje nad reaktywacją i odkupieniem naszego biznesu i wprowadzeniem go na giełdę z inwestorami, którzy na podstawie m.in tych negocjacji stworzyli sklep Fresh24.pl i wprowadzili na NC. Do porozumienia nie doszło z powodu "róznicy zdań w ważnych kwestiach".

    Na końcu e-booka pisalem też dwa krótkie podrozdziały "Czy te metody przestaną działać?" oraz "Moje nowe poszukiwania"! Poszukaj sobie tych podrozdziałów, a nie zarzucaj mi fałszu.

    Piszesz: Biznesy rodzinne okazały się sprzedażą dziwnych gadżetów nijak nie pasujących do miana bożych zabawek.

    Poczytaj sobie najpierw w internecie o chrześcijańskich sexshopach, a potem się bulwersuj. Poczytaj też w Biblii o lichwiarzach ..

    Piszesz: Na koniec dowiadujemy się, że jesteś, za przeproszeniem, goły i wesoły i nie miałeś nawet tysiąca euro, żeby wyjechać za granicę.
    Ludzie którzy ryzykują w życiu czasem bankrutują, tracą wszystko, bo mieli odwagę zaryzykować czasem wszystko co mieli. Ty tej odwagi nie masz i kisisz się z kazdym 10 zł jakie uda Ci się uciułać(np odsetki z lokaty, o czym piszesz na blogu). Przy takiej postawie nigdy nie zarobisz nawet jednego miliona, za bardzo boisz się stracić swój "Skarb" i skupiasz się na bezpieczeństwie. Nie dziwne, że mój blog Cię tak zirytował, że aż mnie wykasowałeś z listy blogów, które czytasz. Za bardzo boli Cię to co słysysz i wiesz, że jest prawdą.

    Nie martw się o mojej finanse, rosną kilkanaście/czasem kilkadziesiat razy szybciej niż rynek, a do tego zamierzam rozpocząć całkowicie nowy rozdział w moim inwestowaniu.

    Strasznie dużo mi zarzucasz. Melon spójrz co Ty robisz ze swoimi finansami i powiem Ci, że jesteś finansowo w przedszkolu.

    Atakujesz chrześcijan jakby mieli być ideałami bez grzechu? Nie o to chodzi w wierze.

    Pieniądze na wyjazd 1000 euro nie oznaczały, że nie miałem zainwestowanych innych pieniędzy na giełdzie, portfel Bart był cały czas opisywany w oparciu o te inwestycje.

    Myślę, że każda moja porażka była dużym sukcesem. Tobie również życzę, abyś w końcu zaryzykował w życiu i zaryzykował spełnienie jakiegoś marzenia.

    Zarzucasz mi że g... wiem jak zarabiać pieniądze na giełdzie?

    Mój Portfel Bart i inne inwestycje online o których napisałem na blogu pokazują, że umiem inwestować pieniądze kilkanascie/kilkadziesiat razy lepiej niż benchmark.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bartłomieju,

      Pytałem, by dowiedzieć się, czy warto się na Tobie wzorować. To takie złe intencje? Miałem ślepo wierzyć temu co piszesz? Ja lubię wiedzieć jaki jest efekt końcowy, a nie etapy pośrednie.

      Ja już swoje na giełdzie straciłem, mimo że były okresy, w których tak jak Ty pobijałem benchmark. Bardziej przez psychologię niż przez zbyt małą pracowitość w tej kwestii. Inwestorem można się nazwać gdy kupuje się kilka, czy kilkadziesiąt procent firmy, a tak jest to wg. mnie zwykłe kasyno, bo zawsze może znaleźć się ktoś, kto wie więcej od Ciebie.

      Gdy byłem młodszy ryzykowałem w różnych przedsięwzięciach, ale przyznaję otwarcie, że nie powiodło mi się w nich. Dlatego wybrałem drogę powolną, ale bezpieczną. Tym bardziej zadziwia mnie, że piszesz o ryzyku i zarabianiu na tym milionów, bo w wielu wpisach piszesz o tym, że to właśnie ryzykowne i szybkie interesy pozbawiły Cię majątku. Dlatego właśnie nie dam Ci się namówić na ryzyko ;-)

      Jest jeszcze jeden, ważny powód, dla którego chciałem wiedzieć, jak żyje ktoś, kto próbuje nauczać gry giełdowej. Mój syn śpiący tu obok. Mniej ważne jest dla mnie to, czy straciłeś te pieniądze w inny sposób niż zarobiłeś, a bardziej to, jaki jest efekt końcowy. Bo ja nie mogę sobie zaryzykować wszystkiego, a potem powiedzieć maluchowi - słuchaj, tata wtopił wszystko co zarobił, ale nie martw się, będziemy ryzykować dalej i może za którymś razem się uda i będziemy bogaci. On ma mieć przede wszystkim dach nad głową, posiłek i spokojny sen. Pisałem też już o tym, że nie poświęcę swojej rodziny dla biznesu tak jak to zrobiła większość bogatych ludzi. Może ktoś, kto również ma rodzinę i będzie chciał wziąć z Ciebie przykład przeczyta mój wpis i się zastanowi co jest większą wartością: rodzina czy pieniądze. Na takie ryzyko można sobie pozwolić nie mając rodziny.

      W tej chwili ważniejsze jest dla mnie bezpieczeństwo, a projekt "melon" jest czymś, co robię z boku i czego pierwszym zadaniem jest: nie wpływać negatywnie na moje życie i na mój portfel "do codziennego życia". Pieniądze nie są priorytetem, mimo że wiele osób wchodzących na mój blog uważa, że mam dolarki w oczach i to jest cel mego życia.

      Wiesz... chyba wolę być w tym finansowym przedszkolu jak to nazwałeś. Być przedszkolakiem, z mieszkaniem, samochodem, rodziną i bezpiecznym, powolnie rosnącym portfelem jest dla mnie lepszą opcją niż bycie orłem giełdowym bez nawet tysiąca euro na życie.

      Usuń
    2. Co do sexshopów katolickich... ja wiem, że katolicy uprawiają seks (w ogromnej ilości przypadków przedmałżeński) i nie mam nic przeciwko temu, bo to normalne i przyjemne. Pisałem o całokształcie sklepu z ofertami typu: "Obraźliwa Taśma Bezpieczeństwa z Jej Wiązanką przekleństw".

      Co do lichwiarstwa w Biblii - próbowałem czytać biblię, ale przyznaję, że ciężko mi szło. Nic się tam kupy nie trzyma, więc sobie odpuściłem. To, że ktoś coś kiedyś na ten temat napisał w żaden sposób nie wpłynie na moje życie. Aczkolwiek jeśli będziesz miał tyle cierpliwości, by mnie poprowadzić, który fragment mam przeczytać, to z pewnością przeczytam, by się do niego odnieść.

      Dla Ciebie każda porażka była sukcesem. Dla mnie każda porażka jest porażką, z której wyciągnąłem wnioski, a każdy sukces jest sukcesem.

      "Tobie również życzę, abyś w końcu zaryzykował w życiu i zaryzykował spełnienie jakiegoś marzenia. "
      Dziękuję. O dziwo spełniłem już większość moich marzeń z młodości i działam, by spełniać kolejne jednocześnie wymyślając nowe.

      Na koniec dodam jeszcze, że ja lubię czyste sytuacje. Opisałem swoją, w której jest mi dobrze. W Twojej sytuacji nadal niejasne jest dla mnie jak mogłeś nie mieć tysiąca euro na wyjazd skoro niby masz te inwestycje. Wolisz wziąć od kogoś innego pieniądze niż cofnąć część inwestycji? Ja bym tak nie potrafił. Z czego żyłeś skoro wszystko zainwestowałeś? W e-book'u napisałeś, że w latach 2002-2007 zarobiłeś 0,5 mln z kapitału 62 tys. wpłacanego przez 2 lata. Drugi etap po bankructwie wg. ebook'a ma miejsce od sierpnia 2010 roku i w 9 miesięcy zarobiłeś 325%. Minęło 1,5 roku, więc chyba byłoby z czego wypłacić ten marny tysiąc "jurków"?

      Może będzie to ciekawy temat na kolejny wpis, pt.: jak żyć gdy zainwestujemy każdą posiadaną złotówkę i nie chcemy nic wycofać? ;)

      Usuń
  9. @Bartek


    Mam dla Ciebie 2 pytania. RETORYCZNE w odpowiedzi na Twój post dla Melonmakera. Nie chcę odpowiedzi na nie bo są to pytania DLA Ciebie. Nie chcę odpowiedzi nie dlatego, że jestem pyszny, uważam się za alfę i omegę, ale dlatego, że gdy zaczniesz na te pytania odpowiadać to zatracą one swoją wartość, którą mogą Ci dać.


    1. Czym jest intencja? Czy gdy pytasz kogoś o wytłumaczenie wątpliwości, wyklarowanie czegoś, wyjaśnienie to jest to zła intencja?

    2. Czym jest skromność, pokora? Czy jest ona chęcią udowodnienia, że masz rację? Że inni się mylą? Czy tako rzecze Biblia?



    @ateista

    Twój cytat: „zastanawiam się jak tobie pomóc ,myślę że cisza i milczenie, a osądzanie zostaw naszemu stwórcy .ateista”

    NASZEMU STWÓRCY? Dlaczego podajesz się za ateistę?


    @ dwulinijkowi pościarze

    Skąd w Was taka niechęć do Melonmakera? Dlatego, że odważył się być „malowanym ptakiem” to trzeba go zadziobać? Tylko dlatego, że jest inny?


    @Melonmaker


    Dziękuję śliczne za pozdrowienia :) Jestem zaskoczony rozwojem sytuacji na tym blogu, w tych komentarzach. Choć w sumie to nie powinienem być zaskoczony bo po raz kolejny zauważam wyjątkową agresywność i niechęć ludzi „bogatych w wierze” do wszystkich innych, którzy mają czelność prezentować odmienne poglądy. Wystarczy, że chcesz dyskutować, pytasz, zastanawia Cię coś. Nie, zaraz okazuje się, że „nie tędy droga”, masz być ślepo posłuszny i WIERZYĆ zamiast MYŚLEĆ. Przykre to i smutne zarazem. Jak sam zauważyłeś te komentarze to najczęściej 2 linijki – hasła, slogany nacechowane negatywnymi emocjami. Idealne by porwać tłum na barykady, do boju. W końcu z tłumem nie da się prowadzić dyskusji :) Wiara „zaraża” jednostki myśleniem tłumu – ciężko prowadzić dyskusję. Wystarczy być takim właśnie „malowanym ptakiem” by zadziobał Cię czarny (nomen omen!, hehe ale numer:)) tłum.


    Pozdrawiam Cię serdecznie! Miło wiedzieć, że nie jest się samotnym w tym naszym grajdołku zaklejonym pieczęcią Watykanu.

    Marcin
    ateista, humanista, wolnomyśliciel, liberał, zwolennik wolności słowa, konopi, prawa do decydowania o swoim życiu i swojej śmierci, przeciwnik zaschniętej w kąciku ust śliny agresji.

    PS. Dobrowolnie i w pełni świadomie się „zaetykietowałem”, wystawiłem by do woli besztać, rugać, rzucać kamieniami, mieszać z błotem. Tylko zanim to zrobicie zwróćcie uwagę, że wyraziłem jedynie własne zdanie, nikomu nie ubliżyłem, każdemu okazałem szacunek w słowie i w formie, np. pisząc zaimki z dużej litery. I jeszcze jedno, jeżeli chcecie się odnieść do mojej wypowiedzi to proszę o merytoryczny wpis, z argumentami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ to czy ja jestem ateistą czy nie to jest moja sprawa a ksywkę wymyśliłem na poczekaniu ,widzę że szukasz swojego miejsca na ziemi i nie oceniając Cię z jakiejkolwiek perspektywy światopoglądowej dedykuję Tobie Inwokację . Niech światło we mnie będzie światłem przede mną Niech nauczę się je widzieć we wszystkim. Niech dźwięk wypowiadany ukaże światło we mnie Niech słucham go podczas,gdy inni mówią. Niech cisza we mnie i dookoła mnie pojawi się. Cisza, którą przerywamy w każdej chwili, Niech wypełni ciemność hałasu,który czynimy i przekrztałci ją w Światło naszego środowiska. Niech cnota będzie siłą mojej inteligencji, Niech spełnienie będzie moją zdobyczą, Niech mój cel kształtuje cel naszej ziemi. Mówmy ciszą bez przełamywania jej, Żyjmy w świadomości środowiska. Twórzmy światło w radości, Bądźmy warci odnalezienia miejsca w wewnętrznym królestwie. ateista bez etykiety.

      Usuń
    2. @ateista bez etykiety

      Masz rację, Twoja sprawa. Możesz głosić wiarę z etykietą ateisty, mnie to nie sprawia różnicy czy problemu.

      Skąd jednak ten zaskakujący wniosek, że szukam miejsca na Ziemi? Wydawało mi się, że dookreśliłem się bardzo dokładnie.

      Co do Inwokacji - to tekst tyle piękny i mądry co kompletnie bezużyteczny i niepraktyczny. Tekst jest pełen oksymoronów (mówmy ciszę), swego rodzaju synkretycznej synestezji (światło w radości) co podnosi poziom "uwznioślenia" lecz odrywa go całkowicie od korzeni rzeczywistego świata. No chyba, że ja, jako osoba pozbawiona "daru" wiary nie potrafię "Mówić ciszą bez jej przełamywania" czy sprawić by "cisza we mnie i dookoła mnie pojawiła się".

      Żeby nie było niedomówień, ja nie kpię tylko analizuję Twój tekst. Jeżeli błądzę w swych humanistycznych analizach to oświeć mnie proszę i napisz wprost jaki np. ma być "mój cel, który ma kształtować cel Ziemi"???

      Pozdrawiam,
      Marcin

      Ps. Preferuję gdy mój rozmówca sam buduje zdania nie zaś posiłkuje się gotowymi tekstami.

      Usuń
    3. @Marcin ,>Skąd jednak ten zaskakujący wniosek, że szukam miejsca na Ziemi?< ,czego szukasz w tym miejsu będąc gościem u Bartłomieja ? atakując go ? i przenosząc na nas swoje nie rozwiązane problemy ?. Nie czuje się kompetentnym aby Tobie pomóc ani nie mam ochoty tego robić.ateista bez etykiety

      Usuń
    4. @ateista bez etykiety

      U Bartka szukałem wiedzy giełdowej. Przecież to oczywiste skoro prowadzi blog temu poświęcony. Aha, fakt, prowadzi również ewangelizację czytelników lub religijny ekshibicjonizm, zależy jak na to patrzeć. No ale skoro wyraźnie napisałem, że jestem ateistą to chyba mnie nie podejrzewasz, że to było moim celem wchodzenia na bloga. Czy mamy zatem jasność co do mojego celu czytania bloga Bartka?

      Nie atakuję go. Zadaję tylko pytania, które mi się nasuwają. Gdybym go atakował to bym pisał zdaniami oznajmiającymi, w których określał bym go nieładnie, stawiał w niekorzystnym świetle, obrażał, ubliżał etc. Proste?

      Drogi ateisto bez etykiety, pokaż mi w którym miejscu przeniosłem na Was (czyli kogo???) swój nierozwiązany problem. Proszę o konkrety.

      Co do pomocy, nie oczekuję jej od Ciebie ani o nią nie prosiłem/nie proszę. Nie wiem skąd ten pomysł.

      Pozdrawiam,
      Marcin

      Ps. Dziękuję za wpis z użyciem własnych słów. Gdyby tak jeszcze więcej niż 3 zdania ;-)

      Usuń
    5. hasła, slogany nacechowane negatywnymi emocjami. Idealne by porwać tłum na barykady, do boju. W końcu z tłumem nie da się prowadzić dyskusji :) Wiara „zaraża” jednostki myśleniem tłumu – ciężko prowadzić dyskusję. Wystarczy być takim właśnie „malowanym ptakiem” by zadziobał Cię czarny (nomen omen!, hehe ale numer:)) tłum. grajdołku zaklejonym pieczęcią Watykanu. Marcinie to są twoje słowa ale ja sądzę że nie myśli .A teraz trochę żartem ,nie przeginaj bo się pomodlę w twojej intencji na razie bez zaschniętej śliny. ateista bez etykiety

      Usuń
  10. Ech, moje słowa ale nie myśli? Czyli mówię coś choć tak nie uważam, choć tak naprawdę nie myślę? To bardzo... ciekawa teoria :)) Czyli plotę bzdury bez zastanowienia, albo jestem do reszty głupi, albo .......... (tu można wpisać dowolne teorie, łącznie z traumą porwania przez kosmitów).

    Ale może po prostu TAK UWAŻAM ! Czy to nie jest prostsza teoria?

    Pozdrawiam i dajmy już spokój temu tematowi :)
    Marcin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście ,bo w człowieka trzeba wierzyć i wtedy wszystko staje się prostsze.człowiek bez etykiety

      Usuń



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...