11 marca 2012

Niedzielna melodia + I kto tu jest "Królem rynku"?

Witaj,

Zamieszczam znaleziony fragment książki "Boża ekonomia" João César das Neves. W niedzielę jak zwykle trochę o Bożym podejściu do finansów, zatem zachęcam do poczytania. Życzę też odpoczynku w ten piękny, słoneczny dzień przedwiośnia.

------

"Boża ekonomia" to wyrażenie niezwykłe, zaskaku­jące, groteskowe. W obiegowej opinii to, co ma zwią­zek z kwestiami ekonomicznymi, jest w sposób oczy­wisty bardzo odległe od tego wszystkiego, co jest uczciwe, dobre i czyste. Tym bardziej więc ekono­mia jest daleka od tego, co transcendentne, wzniosłe i doskonałe. Bez względu na to, czy chodzi o prak­tykę, czy też o teorię ekonomiczną, dziedzinę tę uzna­je się zazwyczaj za część zła istniejącego w świecie. A zatem mówienie o "Bożej ekonomii" zdaje się być bluźnierstwem.
Czyż więc nie jest prawdą, że przedsiębiorstwa i ryn­ki są złe? Czyż handel i finanse nie są domeną bez­bożności, pełną perwersji i nieuczciwości, którą wszy­scy znamy? Czyż nie są przestrzenią bez Boga? A czyż sami ekonomiści nie są apostołami tego królestwa żą­dzy i niesprawiedliwości, niesłusznie uchodzącymi za badaczy? Jakże moglibyśmy, nie popadając w ciężki grzech, wprowadzać Boga do brudów ekonomii?

Świat bez Boga?


Spoglądając uważniej, musimy przyznać, że wszyst­ko to jest prawdą. Rzeczywiście, firmy, rynek, han­del i finanse, a także refleksja nad nimi, zdają się być domeną pozbawioną Boga, krainą, gdzie wyzysk, oszustwo i grzech wprost kwitną. Ekonomia jest dziś dla wielu przestrzenią upadku i potępienia.
Ale czyż nie moglibyśmy powiedzieć tego o całej reszcie świata? Czy to samo nie dotyczy polityki, woj­skowości, medycyny, szkolnictwa wyższego, naszych miast? Czy nie moglibyśmy krytykować także środ­ków masowego przekazu? Nauki? Kina? Czyż świat dzisiejszy, podobnie zresztą jak i zawsze, nie jest za­lewany przez ducha zła i oszustwa? Jeśli chcielibyśmy być konsekwentni w tej oskarżycielskiej posta­wie, czyż nie musielibyśmy skazać nas wszystkich?
Z drugiej strony, nie możemy zapominać, że eko­nomia, firmy i przedsiębiorstwa, to przecież my sami. Wielu z nas spędza większość czasu pracując i kon­sumując wytworzone dobra. Dlatego też przedsię­biorstwa wytwórcze, rynek i handel są w dzisiejszych czasach po prostu ludzkim życiem. Tymi, których oskarżaliśmy i skazywaliśmy, jesteśmy my sami.
I mieliśmy słuszność oskarżając. Spoglądając z uwagą i uczciwością na nasz świat podporządko­wany ekonomii, widzimy bardzo smutny obraz. Uczyniliśmy ze świata miejsce złe, miejsce bez Boga. Ten świat rzeczywiście wyparł się Boga.
 
 

Nieoczekiwane wydarzenie


Nasza ekonomia, podobnie jak cały świat, znajduje sie w stanie nieuleczalnym. Chyba, że... chyba, że sam Bóg zechce do nas powrócić.
I tu właśnie tkwi różnica, tu znajduje się odpo­wiedź. Tym, co sprawia, że życie staje się dobre i god­ne przeżywania nie jest to, że było ono dobre od za­wsze, lecz to, że Chrystus przyszedł do nas, gdy jesz­cze żyliśmy w stanie grzechu. "Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. [...] Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chry­stus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznika­mi" (Rz, 5,6.8).
I Jego przyjście zmieniło wszystko. Chrystus chciał przyjść do nas i żyć z nami, kiedy jeszcze byliśmy pogrążeni w grzechu. On sam powiedział: "Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników" (Mt 9,13). I to jest jedynym zbawie­niem: "gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, przez które moglibyśmy być zbawie­ni" (Dz 4,12).
To nie my zatem wprowadziliśmy Boga do ekono­mii i do naszych niskich interesów. Byłoby o wiele wygodniej, gdyby Bóg pozostał daleko, ogranicza­jąc się do sfery czystości, doskonałości i transcen­dencji. Ale On przyszedł do naszych interesów. A my zderzyliśmy się z Nim. Jakże wielkie było nasze zmieszanie i zdumienie, gdy się na Niego natknęliśmy.

Wielką nowiną zawartą w Ewangelii jest to, że Bóg zgodził się żyć wśród nas. I ta wspaniała nowina jest obecna także w ekonomii. Należy ona do Boga, gdyż Bóg chciał także i w nią wstąpić. Pracując przez wiele lat jako cieśla, Chrystus wszedł do eko­nomii, naznaczając ją Swoją obecnością. Dziś, po Zmartwychwstaniu, przeżywając wraz z każdym z nas radości i smutki naszej pracy i naszego spo­żywania, czyni On z ekonomii pole Swojej nieusta­jącej obecności. To Bóg sprawił, że ekonomia jest Bożą ekonomią. Dzięki Chrystusowi możemy mó­wić o Bożej ekonomii.

Ewangelia w ekonomii


Ale ta wspaniała nowina, że Bóg chce być obecny w naszej ekonomii, jest jeszcze na ogół ignorowa­na; wiele osób nie wie o niej lub jej nie rozumie. Ta dobra wiadomość musi dopiero zostać rozpowszech­niona. O ile widzimy już Chrystusa w naszych ro­dzinach, szpitalach i szkołach, o tyle wciąż jeszcze trudno nam dostrzec Go w gospodarce. Nasze czasy, będące wszak epoką ekonomii, a także epoką tole­rancji i zrozumienia, jak na ironię nie potrafią doj­rzeć Chrystusa właśnie w działalności ekonomicz­nej. Ciągle trzeba jeszcze ewangelizować ekonomię.

Jest wiele takich miejsc w naszej rzeczywistości, dokąd Dobra Nowina już dotarła. Łatwo rozumiemy świętość rybaka Piotra, faryzeusza Pawła, lekarza Łukasza, centuriona Korneliusza, a nawet jawnogrzesz­nicy Małgorzaty. Ale w wieku ekonomii i tolerancji nie rozumiemy ani nie tolerujemy świętości pobor­cy podatkowego Mateusza czy bogacza Zachariasza. Udaje nam się dostrzec Chrystusa w wielu miejscach, ale nie w nowoczesnej ekonomii. Ekonomia jest ostatnim miejscem, w którym wciąż jeszcze nie mo­żemy znaleźć Boga.
Święty Franciszek z Asyżu mówił o "siostrze wo­dzie", o "bracie Księżycu". Gdyby żył dzisiaj, na­uczałby, że musimy być zdolni do mówienia o "sio­strze giełdzie" i "siostrze telewizji". To ich właśnie musimy poszukiwać, bo w nich kryją się problemy współczesności.
Wolimy wątpić we wszechwiedzę Bożą i wierzyć w elegancką formułkę Fernanda Pessoa, który pisał, że "Jezus Chrystus nie znał się na finansach". Tak jakby Bóg mógł pozostawić cząstkę świata poza Zbawieniem!
Modlimy się do "Pana Zastępów" (Ps 84,2), do "Króla ziemi" (Ps 47,8), do "Ojca dla sierot, opieku­na wdów" (Ps 68,6), ale nie zwracamy się o pomoc do "Pana fabryk", "Króla rynku" czy "Ojca banków". Nie potrafimy modlić się do "Boga ekonomii".

Dla wielu ludzi może to być niespodzianką. Taką wła­śnie niespodzianką zawsze jest ewangeliczna nowina.

Wiecej w książce: Ekonomia z Bogiem - João César das Neves

I niedzielna melodia podesłana od Czytelnika bloga, piosenka, która bardzo mi się podoba, również pani, która śpiewa tę piosenkę. Ponieważ chodzi mi po głowie odwiedzenie skandynawii, to wklejam. Dziękuję za podesłanie, nie znałem Lisy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...