16 października 2011

Niedzielna melodia + Niewolnictwo!

Hej dziś niedzielna melodia i refleksje na temat finansów.


Niewolnictwo 21 wieku to kredyty, pożyczki, zakupy ponad stan. Nie mam, ale się zapożyczam. Chcę być taki jak inni, którzy mają. Hipoteka to jedna z najgorszych form niewoli, najczęściej na 30 lat = praktycznie na całe życie. Ludzie pakują się w kredyty z uśmiechem na twarzy, myśląc, ze teraz to poczują życie, pokażą innym, jak to się im powodzi. Widzę po ludziach, ze jeden próbuje przebić drugiego. Biedak kupuje to, co jego bogaty kolega, ledwo wiążąc koniec z końcem. Ludzie nie myślą, ludzie uwielbiają się okłamywać. Nie mają czasu na myślenie, bo harują jak woły, zeby kupić kolejne rzeczy na promocji, kolejne "śmieci". Niewolnictwo kwitnie.

Współczuję niewoli od pieniądza, współczuję ludziom, którzy ciągle kręcą, zeby nachapać się grosiwa, wykiwać innych, oszukać "państwo złodziejskie", unikać podatków, ukraść coś itd. A to jest filozofia niewolnika, wiecznie zestresowanego i biednego. Ile energii tracą ludzie kombinując na wszelkie sposoby! Gdyby uzyli tej energii, swoich talentów do uczciwej, etycznej roboty dla innych, stali by się bogaci. A tak, toną w długach, uciekają przed rzeczywistoscią, przed wyzwaniem myślenia i stanięciem z prawdą przed oczyma. Niewolnictwo kwitnie, tylko mało kto to widzi.

Faryzeusze i obłudnicy przychodzą pod postacią super promocji, rat "0%", kredytów, zniżek 2 w 1, "szalonych okazji", telefonów "jak mogą pomóc w finansach" jako doradcy. Miałem wątpliwą przyjemność spędzić miesiąc czasu w Polsce na szkoleniach na doradcę finansowego. Odwiedziłem kilka znanych firm doradczych i widziałem, jak się szkoli "kukły" sprzedające badziewne rozwiązania finansowe, gdzie manipuluje się klientem tak, ze zgadza się na to, czego nigdy nie potrzebował i co nie da mu żadnej wolności. Słyszałem w żartach jak ci "doradcy" śmieją się z klientów i patrzą się tylko na ich portfele, szydzą z głupoty klientów i ich tyci oszczędności, które dodatkowo tracą na prowizji dla doradcy. Widziałem jak działa system sprzedawania rodziny za kontakty. Widziałem "żywe trupy" bez emocji i uczuć, ale w ładnych garniturach. Mnóstwo pseudo sprzedawców, traktujących ludzi jak przedmioty. Gdy zadałem sobie pytanie, czy wcisnąłbym te rozwiązania własnej rodzinie, podziekowałem za zostanie doradcą.

Niewolnictwo kwitnie, bo ludziom nie chce się myśleć, ludzie nie zmieniają się od wieków. A u podstaw problemu leży miłość pieniądza i to, co z nim związane. U podstaw problemów finansowych leży też brak Boga w życiu, brak wartości, na których można budować coś dobrego. Ludzie boją się Boga, a gdyby zaufali, odkryliby, że to właśnie Bóg uwalnia z niewolnictwa i daje im bogactwo, wszystkie pieniadze. Odkryliby, że zostali oszukani - wybrali najróżniejsze formy niewoli zamiast wolności i prawdy. Wolna wola!

Ten, kto się boi, jest niewolnikiem. - Seneka



Pozdrawiam.
ps. sorry za literówki, mam zepsutą klawiaturę.

9 komentarzy:

  1. Witaj.

    Podoba mi się to co napisałeś i zdecydowanie się z tym zgadzam. Tak to niestety wygląda, tylko kasa się liczy. Ludzie pozapominali już o innych wartościach... I wyprzedzają się w tym wyścigu szczurów. Wydaje mi się również, że to tendencja wzrostowa kiedyś chyba tak nie było... ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobnie uważałem, jak byłem kawalerem i żyłem tylko dla siebie, na garnuszku rodziców. Zakładając rodzinę musiałem zmienić spojrzenie na sprawy finansowe.

    Wszystko jest dla ludzi, kredyt i pieniądz również. Ważne, jaki robimy z tego użytek. Ja biorąc kredyt kupiłem mieszkanie. Stałem się niewolnikiem, moje jedno jądro jest w banku. OK. Ale z drugiej strony wyrwaliśmy się z ciasnej kawalerki, nie ma frustracji wynikającej z ciasnoty, żona ma dużą kuchnię, dziecko ma własny pokój. Czy to złe? Nie sądzę. Gdybym chiał na to zapracować tylko własną pracą to musiałbym pracować jeszcze wiele wiele lat, a czas jest bardzo ważnym czynnikiem, szczególnie jak pojawia się małe dziecko. Nie żyjemy w PRL, kiedy to mieszkania dostawało się z przydziału, praktycznie bez żadnego wkładu własnego. Dziś bez pieniędzy mieszkania się nie kupi. Jeśli uznamy, że mieszkanie nie jest złem czy nawet jakimś niepotrzebnym luksusem, to pieniądze na zakup mieszkania również nie są złem. Uważam, że biorąc kredyt i kupując mieszkanie postąpiłem słusznie. Uszczęśliwiłem żonę, dałem rodzinie poczucie bepieczeństwa, dom. Nie czuję strachu, że nie spłacimy kredytu, mamy pewne prace. Choć kredyt w świadomości owczywiście ciąży.

    Myślę, że życie jest bardziej skomplkowane niż to napisałeś. Oczywiście bardzo ważne jest by decydując się na kredyt, mierzyć zamiary na siły i dokładnie przeliczyć wszelkie ryzyka.

    Pozdrawiam
    Arek

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś myślałem, że najlepiej jest wynajmować. Później, że lepszy jest kredyt. Teraz uważam, że należy unikać obu tych rzeczy. Jakiś czas temu postanowiłem sobie, że zrobię wszystko aby uniknąć zaciągania kredytu na kupno mieszkania. Osobiście ciężko pogodzić mi się z faktem, że miałbym ponosić koszty kredytu, które wynoszą często grubo ponad 100%. Wychodzi więc na to, że jako młody człowiek, który chce mieć własne mieszkanie muszę oddać bankowi tyle pieniędzy ile by mi starczyło na zakup dwóch mieszkań i jeszcze skromne umeblowanie jednego z nich. Dla mnie to rozbój w biały dzień i totalny wyzysk. Oczywiście nie wykluczam, że niestety będę zmuszony do zaciągnięcia kredytu, bo jak wspomniał mój przedmówca "czas jest ważnym czynnikiem", a ja nie mam zamiaru zbierać gotówki latami. Mam nadzieję, że w osiągnięciu mojego celu pomoże mi giełda. Jeśli nie uzbieram w ten sposób całej sumy potrzebnej na kredyt to przynajmniej postaram się aby mój wkład własny nie był lichy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyli lepiej aby nie istniało coś takiego jak kredyt hipoteczny? Zastanówmy się jak by to wtedy wyglądało. Najbogatsi posiadaliby mieszkania i domy, a reszta by je wynajmowała (zapewne za większe pieniądze niż teraz, gdy dostępność kredytów i mieszkań jest większa). Wtedy zamiast marudzić na sprzedawców hipotek narzekalibyśmy na właścicieli. Tych strasznych wyzyskiwaczy.

    Spróbuj Bartłomieju spojrzeć czasem z dwóch perspektyw na sytuację. Gdy czytam Twoje posty, to mam wrażenie, że gdy ktoś próbuje coś sprzedać bardziej energicznie, sprzeda 100 sztuk towaru i cieszy się, że się nachapał kasy, to jest złym człowiekiem, a gdy ktoś sprzeda 10 razy więcej sztuk tego samego towaru, ale ze spokojem i twierdząc, że robi to dla dobra społeczeństwa, to jest już dobrym człowiekiem.

    Weźmy przykład sprzedawcy kredytów hipotecznych (i nie tylko hipotecznych) oraz (bez urazy) biznesu Twojego/Twojej rodziny.

    Z pomocą pierwszego mogę wybrać kredyt hipoteczny (lub np. na meble) i kupić mieszkanie, dzięki czemu będę miał dach nad głową i spłacę go w 10 lub 45 lat (w zależności czy jestem mądry i mierzę siły na zamiary, czy głupi i porywam się z motyką na Słońce kupując jak największy dom).

    Jeden z doradców stwierdzi: "ale naiwniaka złapałem, który wziął kredyt", a ja mogę pomyśleć "jak to dobrze, że mogę mieć dach nad głową dzięki temu doradcy i nie płacić komuś za wynajem, tylko spłacać swoje".

    Inny doradca powie: "Cieszę się, że mogłem facetowi pomóc. Będzie miał gdzie mieszkać z rodziną, a po latach inflacji spłaci to mieszkanie bez problemów", a ja pomyślę: "Wkopałem się w 30-letni kierat przez tego typa co mi sprzedał kredyt"

    Teraz wchodzę na stronę Godstoys (jak to było? nie wzywaj imienia P.B. nadaremno?) i widzę produkty:
    "Taśma z jej wiązanką przekleństw"
    "Stupromilowy las"
    "Drapaczka do jajek"
    "Sztanga na wacka dla twardzieli"
    oraz
    "Zestaw Super TATY. Składa się z eleganckiej piersiówki z wygrawerowanym napisem „Super TATA” ... Dzięki temu szansa, że Twój Tata wyjdzie z przyjaciółmi do lasu wzrośnie stukrotnie!"

    Patrząc na to mogę pomyśleć: "Co za bezużyteczne przedmioty dla zboczeńców i alkoholików. Próba wyciągania kasy od biednych ludzi (bo inteligentni i przez to bogatsi nie wyrzucą w błoto kasy na coś takiego)." Właściciel sklepu może pomyśleć: "Sprzedaję świetne gadżety. Ludzie będą mieli dobry ubaw gdy je kupią."

    Może też być odwrotnie. Klient pomyśli: "Jakie fajne gadżety". Właściciel: "Co za naiwniacy. Kupują takie śmieci, ale kasa to kasa".

    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ta sama sytuacja i 2 kompletnie różne podejścia. Zachęcam do szerszego spojrzenia na tego typu tematy.

    Ja jestem daleki od wiary w religijne wartości, ale wierzę w system wartości, który wpoili mi rodzice i z czystej przyzwoitości nie byłbym w stanie sprzedawać takich produktów jak sprzedajesz Ty/Twoja rodzina, natomiast dobry kredyt byłbym w stanie sprzedawać. Dlatego wolę doradców, nawet tych nachalnych (bo mam swój rozum i potrafię argumentować swoje decyzje i odmawiać im), niż chińską tandetę niepotrzebną absolutnie nikomu.

    W jednym się z Tobą zgadzam: ludziom nie chce się myśleć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję wszystkim za wpisy :)
    Odniosę się do kilku kwestii.


    @Arek
    Widzę ze czytałeś mojego e-booka. Ogólnie jeśli kredyt nie sprawi, ze przestaniesz ryzykować w podązaniu za własnymi marzeniami, to Cię nie więzi na 100%, jednak w pewnym sensie sam mówisz ze czujesz obciązenie. Jeśli przez niego, bedziesz rezygnował z projektów "ryzykownych" to odciąłeś "sobie jądra" i wpadłeś w sidła kredytu/strachu.

    Ja nie wiem czy jutro się obudzę, Ty równiez nie masz nic pewnego, jeszcze nigdy czasy nie były tak zmienne i nie ma na rynku pewnej pracy. I nie da się na 100% przewidzieć najblizsych paru dni, a co dopiero 30 lat w przód.

    Wvięcie kredytu to oczywiście nie jest jakaś ogromna katastrofa, jednak warto spłacać go jak najszybciej. To tylko moje zdanie. Vrobiłeś najlepiej jak potrafiłeś, i to jest dobre. Kazdy robi najlepiej jak umie, kazdy jest inny.

    Ja tez jestem inny, mam inne podejście w tej kwestii. Nieruchomości bedę kupował tylko jako aktywo kreujące dodatkowe dochody, aczkolwiek bardziej preferuję wynajem mieszkania + zarobki z biznesów i giełdy. zakup domu odkładam do momentu, kiedy będzie mnie na niego stać, wcześniej zamierzam wynajmować mieszkania, aby nie płacić bankowi przez pierwsze 15 lat za odsetki od kredytu. Wolę te 15 lat wynajmować mieszkania, sprawdzić gdzie najlepiej mi się mieszka, jakie mieszkanie/dom będzie dla mnie idealny, mogę zyć w dowolnym miejscu na kuli ziemskiej, i zapłacę tylko tyle ile mieszkanie będzie warte - bez odsetek. Dodatkowo wynegocjuję od dewelopera duzy upust za wpłatę 70-100% w gotówce od razu. No i będę czychał na zakup mieszkania w czasie recesji. Dzięki temu będę miał siły do ryzykowania, będę mobilny i przystosowany do ery szybkich zmian. Minusy oczywiście tez są, ale wg mnie więcej plusów - to tylko moje podejście.

    Podsumowując: Vrobiłeś najlepiej jak mogłeś i szanuję to, mam inne podejście i sytuację zyciową, niz Ty. Myślę, ze warto abyś nadal podejmował skalkulowane ryzyko w zyciu, bo gdy przestaniesz ryzykować, zaczniesz obumierać wewnętrznie i wtedy kredyt wprowadziłby Cię w opisany schemat niewoli. To moje 3 grosze w tym temacie. Pozdrówki!

    cdn.

    OdpowiedzUsuń
  6. cd.

    @Mar
    znasz "za" i "przeciw" podejmij własną decyzję. Pozdrawiam.

    @Melonmaker
    Własnie dlatego dobrze ze mam skrajne spojrzenie na świat, aby pobudzać własne i czyjeś myślenie. Wy dajecie mi do myślenia, a ja Wam. A z tego moze powstać jakaś mądra myśl.

    Nie mam patentu na mądrość, i zapewne piszę często głupoty, sam się tez rozwijam i zmieniam. za 10 lat moze będę myślał inaczej w tym temacie. Kazdy jednak moze przemyśleć konsekwencje, plusy i minusy danej sytuacji.

    Doradcy często sami nie korzystają z produktów które sprzedają. Dobry doradca/sprzedawca to taki, który sprzedaje tylko to czego sam uzywa i jest tym zachwycony. zapytaj swojego doradcę czy tez korzysta z tego kredytu/produktu finansowego, który chce Ci wcisnąć.

    Ja na szkoleniach na doradcę, stwierdziłem, ze produkty finansowe, które mam sprzedawać są bezwartościowe i nie widziałem sensu w sprzedawaniu ich komukolwiek. Dlatego wybrałem drogę e-booka i bloga, tutaj nie sprzedaję swojej duszy za kasę i mogę pisać to, co się doradcom nie podoba. Jako doradca byłbym pionkiem, który musi wciskać to, w co nie wierzy. Bez sensu!

    Nie jestm od oceny kogokolwiek, a jeśli oceniam to moze to być jedynie moja pycha. Staram się z niej wyleczyć ;P

    Sklep Godstoys mógłby przemyśleć te kilka gadzetów namawiającym do alkoholizmu i gadzetów erotycznych.

    Na koniec dodam, ze dobre kredyty wg mnie to tylko takie, które generują dodatkowe dochody, a niestety większość kredytów nie ma takiego charakteru. Tym samym doprowadzają ludzi do niewoli. Hipoteczny na własne mieszkanie = konsumpcja = wyjmowanie gotówki z portfela, zamiast dodawanie co miesiąc dodatkowej gotówki = pasywo = zły kredyt.
    Cena nieruchomości natomiast, choć w długim terminie rosnie, to nigdy nie wiemy, czy akurat jeśli przyjdzie konieczność sprzedazy nieruchomości, nie będziemy w okresie recesji = sprzedamy ze stratą.
    Oczywiście to najbardziej pesymistyczny wariant i zyczę Wam, abyście szybko i w spokoju spłacili kredyty i nigdy nie mieli podobnych problemów :)

    Pozdrawiam.
    Bartek

    OdpowiedzUsuń
  7. ps. zachęcam do dalszej dyskusji, postaram się rozszerzyć swój punkt widzenia i odpowiadać najlepiej jak umiem, zyczliwie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam znajomego doradcę i gdy kupowałem mieszkanie rozmawiałem z nim i trzema innymi doradcami. Każdy coś mi zaproponował i z tego co wiem ten znajomy korzysta z produktów, które oferuje. Ja nie skorzystałem z żadnej oferty, bo znalazłem trochę przez przypadek znacznie lepszą (nową i jeszcze nigdzie wtedy nie reklamowaną). Znajomy się mocno zdziwił, bo nie wiedział o tej ofercie i sam przyznał, że jest rzeczywiście dobra, a myślał, że przedstawia mi najlepsze jakie może znaleźć na rynku.

    Kredyt, można wykorzystać na różne sposoby. Jeden wykorzysta go, by budować bogactwo, dziewięciu będzie siedziało w długach. Tak samo z wieloma innymi rzeczami. Na giełdzie dziewięciu straci, a jeden zarobi. W biznesie dziewięciu padnie, a jeden przetrwa. Nawet z religiami jest podobnie. Jeden będzie pomagał innym ludziom i żył skromnie, a dziewięciu będzie budować potężne kościoły za pieniądze biednych ludzi, zbierać do nich złote klejnoty, bawić się w politykę, a w skrajnych przypadkach twierdzić, że trzeba zabić wszystkich niewiernych. Takie życie.

    Teraz szybki przykład kredytowy (z pominięciem inflacji i zmian wartości mieszkań, oparty o ceny z rynku wtórnego, ). Małżeństwo z dzieckiem , w dużym, polskim mieście, ma do dyspozycji co miesiąc na cele mieszkaniowe 3 tys. zł. Są kiepscy na giełdzie i kiepscy w biznesie. Mogą:

    a) wynajmować kawalerkę za 1000 zł na miesiąc i zbierać po 2 tys. przez 5 lat na swoją kawalerkę, a potem przez kolejne ponad 5 lat na 3 pokojowe mieszkanie. 10 lat, w 3 osoby, w jednej izbie i pełna własność 3 pokojowego mieszkania po tych 10 latach.

    b) wynajmować wygodne, 3 pokojowe mieszkanie za 2 tys. i zbierać na takie samo ponad 23 lata (bo zostaje im tylko 1 tys.)

    c) wziąć kredyt na 3-pokojowe mieszkanie i spłacić je w 16 lat.

    Teraz pytanie do Ciebie:
    Czy będąc w takiej sytuacji wybrałbyś opcję 'a'? Bo ja na pewno 'c'. Większy komfort i średni okres spłaty.

    "Hipoteczny na własne mieszkanie = konsumpcja = wyjmowanie gotówki z portfela"
    A jeśli nie masz dachu nad głową, to co masz zrobić? Iść pod most? Każde mieszkanie to konsumpcja. Moim zdaniem kredyt na kawalerkę jest lepszy od wynajmowania kawalerki, kredyt na 3 pokojowe mieszkanie jest lepszy od wynajmowania 3 pok. mieszkania, itd. Czytając Twój wpis mam wrażenie, że albo mieszkasz z rodzicami, albo odziedziczyłeś jakieś mieszkanie, albo zarobiłeś na własny dach nad głową w 3 lata, albo wynajmujesz gdzieś jeden pokój odkładając na mieszkanie. Trafiłem z którąś opcją? ;)

    Może jestem nijaki w swoich dążeniach do oscylowania pomiędzy skrajnościami i w wybieraniu "drogi środka", ale jak do tej pory moje doświadczenia są takie, że skrajne poglądy prowadzą raczej do podziałów i negatywnych emocji, a nie do powstawania mądrych myśli.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Bartek
    Kredyt nie ograniczył mojej skłonności do ryzyka, wręcz przeciwnie, niestety.
    Po zakupie na kredyt nowego mieszkania oraz po sprzedaży wcześniej kupionej z pomocą kredytu kawalerki (z dużym zyskiem) miałem wolną kasę, z którą właściwie nie wiedziałem co zrobić.
    Z dzisiejszego punktu widzenia najlepszym wariantem było wtedy spłacić połowę kredytu. Niestety moja wiedza o finansach była malutka, a słowo bessa jeszcze nie królowało w mediach. Część kasy poszła więc na lokaty, część odważnie przeznaczyłem na giełdę, reszta poszła na wydatki na nowe mieszkanie i życie.
    Lokaty trzymają się jako tako.
    Niestety konto na rachunku maklerskim zmniejszyło się o połowę, zamiast wyraźnie rosnąć i pomagać spłacać kredyt.
    Obecnie czuję sie odrobinę sparaliżowany, ale nie kredytem ale brakiem sukcesów na giełdzie.
    Swoje błędy giełdowe zauważam, ale trudno o skłonność do ryzyka przy 50-procentowych stratach. Nie mam pewności czy znowu nie popełnię tych samych albo innych, nowych błędów.

    Pozdrawiam
    Arek

    OdpowiedzUsuń



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...