10 lipca 2011

Niedzielna melodia + Ryzyko w zaufaniu :)

Witaj,
Dzisiaj pierwszy wpis powyjazdowy. Powoli postaram się wrócić do normy paru wpisów tygodniowo. Dziś wpis niedzielny, czyli sprawy finansów, giełdy, biznesu, pracy itp. trochę inaczej.

Wyjazd do Holandii był dla mnie sporą zagadką i niespodzianką, od myśli do realizacji upłynęło raptem ok 2,5 tygodnia. Myślałem, że się nie uda, tymczasem cały świat mi sprzyjał i jestem teraz tu gdzie nigdy nie myślałem, że będę choćby jako turysta. Trochę podobnie było z napisaniem e-booka, myślałem, że raczej go nie napiszę, ale jakoś strasznie fajnie i łatwo mi się pisało, wszystko mi sprzyjało w ukończeniu zadania.

Oba powyższe zadania wiążą się/wiązały ze sporym ryzykiem. Kto myśli, że e-book nie był ryzykiem, niech spisze swoją wiedzę i osobiste przeżycia i opublikuje. Do czego dążę? W obydwu przypadkach modliłem się o podpowiedzi co robić i otrzymywałem odpowiedzi potwierdzające moje działanie poprzez różne sytuacje, słowa, znaki itp. A skoro Bóg daje mi wyraźne znaki do działania, a On zawsze chce dać nam największe szczęście(czasem przez bolesne doświadczenie), no to pozostało mi być posłusznym.

Muszę przyznać, że Holandia wstępnie mnie zachwyca i szokuje. Strach miał większe oczy, niż wyglądają realia. Znów się przekonałem, że warto wchodzić w swoje strachy i lęki, traktować je z kopniaka i papa ;P Wtedy zyskuje się siłę. Kopnij swoje lęki, staw im czoło, stań twarzą w twarz i zaryzykuj. Zazwyczaj lęk zniknie w chwili testu, rozpłynie się, gdyż nie istniał naprawdę, był takim jakby ciemnym hologramem w myślach.

W Holandii ludzie są bardzo życzliwi, a jednocześnie skamieniali. Zdziwiło mnie też bardzo to, że dziś szukając kościoła katolickiego, aby pójść na mszę odkryłem, że prawie 10 kościołów, które napotkałem po drodze, było pozamykanych na kłódki! W kilkuset tysięcznym mieście istnieje chyba tylko jeden kościół katolicki. Los sprawił, że zbiegiem okoliczności po przejechaniu kilkunastu kilometrów trafiłem do tego otwartego kościoła i to jeszcze na jedyną mszę w tygodniu po polsku. Mogę tylko za to dziękować.

Wracając do głównego wątku, chcę powiedzieć, że warto podejmować ryzyko i, że "niestety" osoba wierząca ma w tym temacie dużo lepiej, niż nie wierząca. Przynajmniej ja tak uważam. Dlaczego? Ponieważ, jeśli mam niezwykle trudne/nierealne marzenie i w modlitwie rozeznam, że Bóg mi pomoże, że On przy mnie będzie, wtedy mogę ruszać na cele niemożliwe, na ryzyko, które może wydawać mi się ponad moje siły, chęci i możliwości. A rezultat przerośnie zapewne moje oczekiwania. Tak jak i przy tym wyjeździe. Lęki w które już uderzyłem, rozpierzchły się i okazały się fałszywe, następne przede mną, ale dawno wszystko tak dobrze mi się nie układało. Wszystkie problemy same się rozwiązują, chwilowo nawet nic nie muszę robić.. Bogu dzięki :) Jestem dobrej myśli choć wiem już, że bez walki się nie obejdzie.

Oczywiście ryzykować trzeba niezależnie od wiary/niewiary/wyznania. Ryzyko to po prostu życie! Dla wierzących, ryzyko to wspaniała modlitwa do Boga, jeśli ryzykujemy całym życiem, krzyczymy: "Ufam Ci i wierzę, że istniejesz!". Ryzykuj, twoje lęki to sztuczne hologramy. Zrób to!

Pozdrawiam.

PS. Pamiętaj, by nie być lekkomyślnym.
Melodia dnia:

3 komentarze:

  1. Holandia to chyba najgorszy kraj do zamieszkania dla katolika. Kościoły zamknięte na kłódkę? Miałeś sczęśćie. Bo większość z nich to już centra handlowe, puby, biura i mieszkania.

    Generalnie jest to kraj w którym można wszystko i sumienie bądź moralność nie jest żadną granicą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zakochałem się w Amsterdamie :) Byłem rok temu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co cię skłoniło do tak niespodziewanego wyjazdu - narozrabiałeś? :-)

    OdpowiedzUsuń



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...