30 lipca 2011

C/Z i C/WK to nie są wyznaczniki wartości firmy.

Witaj,

Wiele osób często pyta mnie lub piszę o jakiejś spółce i podaje wartość np. C/Z lub C/WK jako wyznacznik przewartościowania lub niedowartościowania spółki. To błędne myślenie.

Po pierwsze C/Z i C/WK działają tylko wtedy, gdy firma notowana jest od lat i rozwija się w miarę w stabilny sposób. Jak wiesz, C/Z można wyliczyć tylko, jeśli spółka ma zysk, czyli bardzo często wskaźnik ten można wyrzucić z arsenału analitycznego.

Świetne firmy w czasie recesji mogą mieć straty, a to nie oznacza, że nie są wartościowe i niedoszacowane przez rynek. W. Buffett kupuje właśnie wtedy, gdy spółka przechodzi katastrofy, ale on rozumie siłę firmy i rozeznaje wielką wartość firmy. Widzi przyszłość firmy, po odrodzeniu się ze zgliszczy, lub po tym jak dofinansuje firmę. On rozumie jak działają biznesy, jak działają cykle światowe, jakie są etapy rozwoju firmy, jaki wpływ na biznes mają ludzie itd.

Nie można na giełdzie patrzeć z klapkami na oczach np. na same wskaźniki. Nie można używać teorii w praktyce, trzeba teorię dostosowywać do praktyki.

Wiele osób krytykuje mój wybór Virtual Vision patrząc na C/Z = 800. Sam wskaźnik jest nic nie warty, ponieważ firma ta na razie zarobiła 19 tyś zł w 2010r :) Jeśli moim kryterium wyboru firm do portfela byłby wyłącznie wskaźnik C/Z, to miałbym spore problemy ze znalezieniem dobrej spółki. Na wartość firmy patrzy się szeroko, patrzy się na wszystko, na relacje z inwestorami, na sprawozdania finansowe, na ludzi, którzy tworzą firmę, na przeczucia, wątpliwości itd. Dopiero biorąc pod uwagę tysiące mikro danych i informacji, można ocenić spółkę i postarać się przewidzieć dokąd spółka zmierza? Gdzie będzie za 5 lat? Itd.

To tak samo jak z poznawaniem ludzi. Można od razu kogoś ocenić po pierwszym wskaźniku(np zapachu, symetrii twarzy, ubiorze itd.), ale jest to powierzchowna, często mylna ocena. Dopiero kiedy poznajemy dokładnie drugą osobę, odkrywamy jego bogactwo świata, przemyśleń i czasem serce, możemy odkryć jakąś część tego kim jest. Tak samo trzeba analizować spółki: nie C/Z jako odpowiednik, czy spółka to dobry zakup, tylko szczegółowe poznawanie spółki, krok po kroku, cierpliwie i wyrozumiale. Trzeba spojrzeć w głębię, w serce spółki, a nie powierzchowne detale, nic nie mówiące o prawdziwej wartości.

Oczywiście, zawsze można się pomylić co do oceny spółki, ale to już zupełnie inna historia ;)

Mam nadzieję, że teraz ocena spółek m. in. pod względem wskaźników, jest bardziej zrozumiała?

Pozdrawiam ciepło.

9 komentarzy:

  1. Ale jak to zrobić, będąc małym inwestorem zajętym pracą i rodziną?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale kto każe się śpieszyć, przecież w miesiąc Twoja firma nie wejdzie z niskich poziomów, do zakładanych maximów. Wystarczy przecież dobrze rozplanować, chociaż to 15 minut dziennie i wychodzi, że w miesiąc masz 8 godzin czasu na analize:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. @Zbyszek
    Niestety, ale inwestowanie na giełdzie wymaga poświęcenia. Niektórzy porównują to zajęcie do pracy na etacie. Mówią wprost, że jeśli nie posiadasz wystarczająco dużo czasu to lepiej się za to nie bierz, tylko powierz swoje pieniądze specjalistom.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,

    Co myslisz o przekazywaniu czesci akcji przez zarzad(wspolwlascicieli posiadajacych pakiety wiekszosciowe) danej spolki jako darowizny "komus z rodziny"? szczegolnie pakietu niewiele mniejszdego od 5%

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Zbyszek

    Inwestowanie na sposób Buffetta skupia się na tym by wybrać świetną spółkę, kupić ją, a potem nic nie robić przez kilka lat. Wiadomo, trzeba obserwować, dowiadywać się coraz więcej, ale główna robota jest przed zakupem.
    Do tego sposobu inwestowania nie trzeba dużo czasu. Inna rzecz, że to oczywiście kwestia wyboru i decyzji. Sam musisz wybrać dobrą opcję na swoje życie i zrobić to co postanowisz :)

    Żeby się czegoś nauczyć oczywiscie potrzebny jest czas. Inwestowania można się uczyć 1 miesiąc, 1 rok, 10 lat, 50 lat. Kwestia decyzji i włożonego wysiłku. Jedna osoba będzie się uczyła 1h tygodniowo, inna 10h dziennie. Ta druga nauczy isę inwestowania w parę miesięcy, a tej pierwszej zajmie to lata. Kwestia wyboru. Obydwoje mają podobną pracę do wykonania.

    Anonim
    Darowizny dla rodziny nie brzmią wg mnie za dobrze. W niczym nie pomogą w rozwoju firmy, co najwyżej kogoś może ustawią, jak sprzeda swoje akcje. Osobiście nie słysząłem o takiej darowiznie dla rodziny w praktyce. Znasz przykład?

    Pozdrawiam wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozumiem to co piszesz w tym wpisie i zgadzam się z nim, ale widzę tu pewną nieścisłość z e-book'iem, w którym piszesz:
    "Za idealne i atrakcyjne do kupna uważam spółki ze wskaźnikiem C/Z od 6-16 pkt. Za ciągle atrakcyjne i możliwe do kupna uważam 16-25 pkt."
    Gdy to przeczytałem uznałem, że jeśli wskaźnik jest poza przedziałem 6-25, to nie bierzesz pod uwagę takiej spółki

    OdpowiedzUsuń
  7. Wycenianie spółki za pomocą takich wskaźników jak C/Wk czy tym bardziej C/Z mija się z celem. Przyczyna jest prosta. Wskaźniki opisują przeszłość, a giełda wycenia przyszłość.

    Dużo skuteczniejsza jest wg mnie metoda DCF. Jest zdecydowanie trudniejsza, ale w sieci można znaleźć gotowe szablony, do których wpisujemy tylko kilka danych i wycena gotowa.

    OdpowiedzUsuń
  8. 11 bit jest takim przykładem.Virtual Vision pracuje nad tworzeniem w 3D, są już na rynku telewizory które obraz 2D zamieniają w 3D a to podważa sens produkcji w 3D.Nikodem

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo dobry post poruszający meritum problemu. Bartku, przytoczyłeś przykład swojej spółki ze wskaźnikiem C/Z na poziomie 800. Idąc w drugą stronę spotkałem się z komentarzami, że wskaźnik C/Z Astarty na poziomie 6 jest świetną okazją do kupna....niby tak, ale....to na pewno nie jest dobra cena w przypadku tej spółki. Wskaźnik C/Wk jest o wiele lepszy niż C/Z, ale też trzeba uważać, bo cena akcji niekórych spółek nigdy nie spada poniżej wartości księgowej. Z kolei wydawać by się mogło, że DCF jest lepsze, ale.....co dyskontować? Przychód, EBIT, zysk netto? A może EBITDE? Jaką stopę dyskonta przyjąć? WACC? Ale tu też jest problem bo WACC trzeba przeliczyć za każdym razem, gdby zmienią się warunki rynkowe. W DCFie jest bardzo dużo niewiadomych i niepewności, z kolei wskaźnik C/Z sprawia wrażenie niesamowicie prostego i łatwego w użyciu. Obie metody mogą jednak wprowadzić w błąd. Nic nie zastąpi zdrowego rozsądku i po prostu poznania spółki.

    OdpowiedzUsuń



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...