11 czerwca 2011

Iluzja prawdziwego ryzyka na giełdzie!

Dlaczego inwestowanie na giełdzie uznawane jest za ryzykowne?

Giełda często uważana jest za miejsce bardzo ryzykowne i niebezpieczne. Są ludzie którzy potracili na niej fortuny, a nawet tacy, którzy po stratach wpadli w depresje lub popełnili samobójstwo. Na giełdzie można stracić 100% swoich kapitałów, a nawet popaść w długi(głównie na rynkach z instrumentami finansowymi, opartymi na dźwigni finansowej). Te najgorsze scenariusze czasem się zdarzają, ale są to wyjątki. Najczęściej, każdy inwestor na tyle dba o swój portfel, że traci ostatecznie, co najwyżej kilkanaście/kilkadziesiąt procent swojego kapitału.

Trzeba zatem podkreślić jeden fakt, że to nie samo inwestowanie na giełdzie, tylko utrata pieniędzy na parkiecie, może powodować duży wstrząs w naszym życiu. Może nas to kosztować sporo zdrowia fizycznego i psychicznego.




Ryzyko na giełdzie jest sztuczne?

Tak naprawdę giełda to tylko iluzja prawdziwego ryzyka. Giełda to nie afrykańskie stepy pełne dzikich zwierząt, to nie wspinaczka w górach, to nie obrona dziewczyny w autobusie nocnym, to nie obezwładnienie napastnika grożącego komuś nożem itp. Giełda to siedzenie w klimatyzowanym biurze lub domu i obracanie "papierami", które realnie nawet nie istnieją. Największym ryzykiem tej sytuacji jest utrata pieniędzy po odwrotnym, niż zakładaliśmy, zachowaniu kursu instrumentu finansowego.

Czy inwestowanie na giełdzie zagraża naszemu życiu? Czy jest to zajęcie, które sprawia, że walczymy na śmierć i życie? Oczywiście nie. Praktycznie jedyne realne ryzyko jakie istnieje na giełdzie, to utrata kilku, kilkudziesięciu procent kapitału giełdowego. Ryzyko utraty pieniędzy zmniejsza się im bardziej myślimy na giełdzie i im lepiej zarządzamy domową gotówką(więcej na ten temat będzie w e-booku), po prostu im mniej bawimy się w hazard. A te prawdziwe, życiowe ryzyko, wg mnie praktycznie na giełdzie nie istnieje.

"Wielka Przygoda" na giełdzie to iluzja?

Tak sobie głośno myślę. Giełda jest czasem postrzegana jako wielka, życiowa przygoda. Jednak, gdzie tu ta wielka przygoda? Okej, wiem że super się zarabia duże pieniądze analizując i wybierając najlepsze przedsiębiorstwa świata, ale czy giełda to miejsce, które wzbudza w nas niezapomniane przeżycia, o których z pasją opowiadamy wnukom? Na przykład: Jasiu posłuchaj, dziadek, kiedyś zrobił niesamowitą transakcję, kupił akcje Petrolinvestu i zarobił w miesiąc 800%! Wyobrażasz sobie to Jasiu? Myślę, że to niekoniecznie trafi w dzikie serce Jasia, który generalizując, najczęściej chce podbić świat, zabijać smoki i ratować królewnę w opałach. Czy zarobienie miliona złotych na wygodne życie, ma być naszą największą przygodą życia? Myślę, że nie.

Warren Buffett miewa momenty podniecenia i entuzjazmu podczas analizy giełdy, które określa jako chwile "lepsze od seksu" - taki to se żyje. Jest pasjonatem inwestowania na giełdzie, ale trzeba też zauważyć, że jest także biznesmanem. Prowadzi globalną firmę, wielki holding, który zatrudnia kilkudziesięciu pracowników. Razem analizują, nadzorują i zarządzają inwestycjami z całego świata. Zastanawiam się kim W. Buffett jest bardziej: inwestorem giełdowym, czy biznesmanem? Jak myślicie?

Do czego zmierzam?

Zmierzam do tego, aby trochę uświadomić sobie, że po pierwsze, giełda nie jest ryzykowna. Wystarczy inwestować na niej wyłącznie pieniądze ze specjalnego funduszu "na inwestycje"(takie, które można stracić nawet w 100%, bez uszczerbku bezpieczeństwa finansowego rodziny). Natomiast hazard prowadzi do oczywistych konsekwencji finansowych i życiowych. Jednak całe ryzyko sprowadza się jedynie do kwestii utraty części pieniędzy.

Po drugie chcę powiedzieć, że giełda, tak jak i każda inna praca, często nie nadaje się na miano najważniejszej przygody życia. Sama w sobie praca analityczna jest wg mnie dobra, o ile nie jest robiona wyłącznie dla pieniędzy, bez większej wizji/misji, bez wkładania w pracę swojego wyjątkowego, twórczego potencjału.
No bo, co się stanie z osobą, która inwestuje tylko dla kasy, w momencie przyjścia krachu i bessy, w momencie, gdy straci 50% kapitału lub w przypadku hazardzisty, który utraci 100% kapitałów lub nawet wpadnie w długi?

Po trzecie chcę zwrócić uwagę, że zdrowe podejście do inwestowania na giełdzie, buduje dystans w patrzeniu na spółkę, na wzrosty i spadki kursu oraz pomaga podchodzić do giełdy jak do czystej "zabawy", przyjemności i zdrowej pasji, a nie inwestowania na śmierć i życie, po trupach do celu: być najlepszym/najbogatszym/najsławniejszym tj. zaleczyć niskie poczucie własnej wartości?

Podsumowując.





Zdrowe podejście do giełdy sprawia, że śpisz spokojnie, inwestujesz bez nerwów, bez pośpiechu, bez palpitacji serca, przekrwionych oczu, 4 kaw dziennie, samotności, chorób itp.

Istnieje śmieszny paradoks w podejściu do inwestowania na giełdzie i zarabiania pieniędzy na parkiecie. Kim są bardzo bogaci inwestorzy na giełdzie? Czy mogą to być osoby, które inwestują dla samych pieniędzy, są wyłącznie zapatrzeni w zyski i szybko rosnące konto maklerskie? Czy są to osoby chciwe?

Być może przez pewien czas, takie osoby mogą być na fali, mogą nawet być milionerami, ale w dłuższym terminie nie daję im dużych szans na życiowy sukces. Dlaczego? Chęć posiadania dużych pieniędzy jest naturalny dla człowieka, natomiast żądza posiadania milionów, z przekrwionymi oczami od monitora i wrzodami żołądka, raczej nie da nam sukcesu i szczęścia.

Wg mnie, wszystko opiera się na zdrowym podejściu i do pracy, i do pieniędzy. Bo nie da się stawiać pieniędzy jako cel nr 1 w życiu i dokonywać najbardziej zyskownych transakcji. Ponieważ ktoś, kto najbardziej w życiu kocha pieniądze i stawia je na piedestale, przy ich zdobywaniu, będzie czuł coraz większy strach przed porażką i utratą tego, co zarobił. A na giełdzie nie da się pogodzić zamartwiania o kasę, lęku przed stratą, z jednoczesnym optymalnym dla zysków inwestowaniem pieniędzy. Dlaczego? Ponieważ rynkowe ryzyko(nie to dotyczące pełni życia), związane z transakcjami, istnieje i działa w myśl zasady: im większe ryzyko, tym większa możliwa wygrana.

Ważna jest zatem równowaga pomiędzy chęcią zarabiania dużych pieniędzy oraz podejściem do samych pieniędzy i giełdy. Tego rodzaju podejście i filozofię reprezentuje wg mnie staruszek z Omaha. To dlatego inwestowanie dla niego to zabawa, a dodatkowo potrafi zainicjować ruch charytatywny, aby oddać miliardy dolarów na pomoc innym.

11 komentarzy:

  1. Fajny wpis :) Nie ma nic gorszego na giełdzie jak chciwość, giełda nauczyła mnie, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu.

    p.s. Jak bym mial tyle kasy co ten staruszek z Omahy to też pewnie bym się bawił ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się, że masz nieco idealistyczne podejście do tematu. Chciałbym, żeby było tak jak piszesz, ale duża część naprawdę bogatych inwestorów i przedsiębiorców to są osoby chciwe. Nie w tym sensie, że drżą se strachu przed stratą (oni wiedzą, że nie stracą), lecz w takim sensie, że w drodze do maksymalizacji zysku gotowi są poświęcić życie i mienie innych ludzi. Przykładami mogą tu byś Goldman Sachs, czy Monsanto.

    http://marucha.wordpress.com/2009/10/30/goldman-sachs-maszyna-do-robienia-baniek/

    http://www.youtube.com/watch?v=ePhDyDbbO-M

    Z organizacjami charytatywnymi też byłbym ostrożny. Często z pozoru wszystko pięknie wygląda, a pod powierzchnią okazuje się, że duże fundacje służą dużym interesom.
    Jeszcze ciekawostka dla Ciebie - Fundacja Buffeta wspiera organizację Planned Parenthood, która jest "the largest abortion provider in the United States".
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy chcesz powiedziec przez tą notatke iż inwestownie na giełdzie jest "bezpieczniejsze" niż prowadzenie działalności gospodarczej?

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny wpis.

    Troche tej magii i typowej dla Bartka nutce idealizmu i misji brakowalo.

    Mam nadzieje, ze blog ponownie nabierze z czasem "duszy". Moim skromnym zdaniem troszke ja utracil na przelomie wyjscia z Optimusa i wejscia w Wielton.

    Pozdrawiam Bartek

    OdpowiedzUsuń
  5. @Jean

    Dzięki. Co do staruszka, to kiedyś nie miał nic, więc z czasem jak się dobrze zna reguły giełdy, to się osiąga dużo.

    @Blady

    Dzięki za komentarz, no mam nieco idealistyczne podejście. Masz rację są osoby bogate i chciwe, z tym że jak pisałem, one nie osiągają sukcesu życiowego, finansowy tak, ale nie sądzę by mogli byc szczęśliwymi ludxmi.

    Dzieki za info o funduszu Buffetta, poszukam sobie na ten temat więcej info.

    @Anonim
    Ogólnie największe ryzyko i strach siedzi nam w głowach. Wymyslamy lęki sami sobie i przez to trwamy w niewoli. Zawsze gdy musze sie przełamać, okazuje się, że strach był większy niż realia. Pewnie masz tak samo?

    Więc z biznesem jest podobnie, ryzyko utraty stabilności finansowej istnieje, ale jesli np pozyskuje sie fundusze unijne to ryzyko własnych strat spada do minimum :) Itd.

    @Alehandro
    Dzieki. No czuję jakąś zmianę w sobie, więc jest dobrze :) Jesteś dobrym obserwatorem.

    Pozdrawiam wszystkich i dobrego dnia :) A ja spadam do lasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę nie mogę zgodzić się z przesłaniem Twojego artykułu. Żyję z giełdy i to czy mi się powiedzie ma kolosalny wpływ na los mojej rodziny. Można więc powiedzieć, że walczę na giełdzie o życie. Jeśli nie zdołam przed bessą ujść z pieniędzmi,to będę miał prawdziwe kłopoty. I nie jest moim celem zarobienie milionów lecz możliwość generowania i wypłacania sobie nadwyżek z przeznaczeniem na utrzymanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. fajny wpis ale giełda też może być kasynem
    wystarczy kupować spółki spekulacyjne i jesteśmy ugotowani

    OdpowiedzUsuń
  8. @Bartek
    Tu pojawia się ciekawe pytanie - czy człowiek zły może być szczęśliwy? Pewnie zależy to od osobistej definicji szczęścia - wyobrażam sobie, że można odczuwać satysfakcję z nieograniczonej władzy nad innymi ludźmi i możliwości zadawania cierpienia, ale czy człowiek o takich odczuciach jest szczęśliwy? I czy człowiek szczęśliwy odczuwa potrzebę krzywdzenia innych? W mojej definicji szczęścia się to raczej nie mieści (w Twojej zresztą, z tego, co widzę też).

    OdpowiedzUsuń
  9. @Anonim

    Jeśli zarabiasz tylko z giełdy, to rzeczywiście inaczej na nią patrzysz. Masz też trudniejszą sytuację. Jesteś jakby wyjątkiem od reguły, bo niewiele osób zajmuje się w 100% inwestowaniem. Kiedyś też tak żyłem, wcześniej kilka lat mój ojciec utrzymywał 6-os rodzinę. Jednak życie splatało nam takie figle, że musieliśmy wracać do pracy(np po bankructwie rodzinnej firmy).

    Ogólnie w Twoim wypadku bardzo ważny jest poziom/styl życia oraz umiejętność zarządzania pieniędzmi. Co do celu jaki sobie obrałeś: generowanie nadwyżek na życie, uważam osobiście, możesz sie nie zgadzać, zbyt niskim celem, który Cię więzi przed wolnością. Dobrze by było podnieść sobie cel finansowy, do generowania nadwyżek takich, które uwolnią Cię od obowiązku zarabiania "zawsze". Czyli nie nadwyżki na utrzymanie, tylko np cel: generowanie takich nadwyżek, aby wypłacać sobie wielokrotnosć tego co potrzebujesz na każdy miesiąc. Tak aby nie stanąć w sytuacji, kiedy krach zabierze Ci i Twojej rodzinie dach nad głową. Nie możesz uważać, że jesteś mądrzejszy, niż cały świat inwestorów, którzy nie potrafią przewidzieć krachu. Ty mimo, ze jesteś na giełdzie codziennie, też go możesz zignorować a odkryć dopiero gdy będzie 1-2 sesje na których spadki sięgną kilkanaście-kilkadziesiąt procent na pojedynćzych spólkach.

    To tylko propozycja do przemyslenia, bo tylko Ty wiesz na ile ryzykujesz i na ile kontrolujesz sytuację.

    @Integralny
    Kasyno i spekulacja to wybór każdego inwestora. Jeśli ktoś chce tak grać, niech gra, płynność ktoś musi generować ;) Za dużo nerwów straciłem na próbę zmieniania spekulantów i hazardzistów. Jeśli ktoś ma w sobie potrzebę handlowania akcjami to okej. Albo jesli ktoś dąży do autodestrukcji, to najlepiej pozwolić mu poczuć konsekwencje być może niszczącego działania, aż sięgnie dna.. ?! Dopiero kiedy swoją autodestrukcją przestanie uzyskiwać aprobatę i zaangażowanie od innych, wtedy zrozumie, że szkodzi tylko sobie.

    @Blady
    Wydaje mi się, że to zależy jak zdefiniuje sobie pojęcie szczęścia. Można np "ustawić się" tak, że jeśli zjem truskawki to będę szczęśliwy, będę odczuwał szczęście. Ale tak ogólnie, człowiek "zły" wg mnie nie może być szczęśliwy. Czasem po prostu swoim złem próbuje zwrócić na siebie uwagę, może w ten sposób chce zaspokoic brak miłości.

    Ogólnie tak mi sie wydaje, że zło zawsze rodzi się z braku miłości, poczucia bycia darmowo kochanym. Wtedy rodzą się złe myśli, potem słowa i czyny, choroby itd.

    Ale to takie moje głośne myślenie :) Pozdrawiam i dzięki za komentarze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Co za brednie! Po tym wpisie widać że nie masz bladego pojęcia o tym czym jest giełda.
    Zbłaźniłeś się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz zatem czym jest giełda wg Ciebie?

      Rzucanie oskarżeń bez podania konkretnych argumentów źle o Tobie świadczy kolego.

      Usuń



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...