22 kwietnia 2011

Korporacyjna Droga Krzyżowa - PB.pl.

Wklejam świetne rozważania z Pulsu Biznesu. Ktoś może jeszcze nie czytał, a ja chcę mieć taki tekst w archiwum blogowym.

======

Korporacyjna droga krzyżowa

Ks. Jacek Wiosna Stryczek

Puls Biznesu, pb.pl,22.04.2011 06:49

Jezus nie urodził się i nie działał na małej wyspie, otoczony jedynie rodziną. Żył i umarł w świecie, który pod wieloma względami był podobny do naszego: struktury społeczne, stereotypy, myślenie korporacyjne. Denerwował innych ludzi właśnie dlatego, że naruszał zastany przez siebie system. Inaczej myślał. Zupełnie inaczej się zachowywał. Ale za to żył prawdziwie. W świecie ograniczeń też można być człowiekiem. Zapraszam do rozważania korporacyjnej drogi krzyżowej.

Stacja I: Skazanie na śmierć

"Nie wychylaj się" — to podstawowa reguła w wielu korporacjach, jak również w małych firmach. Najczęściej plotkuje się o tych, którzy coś robią. Ci, którzy nic nie robią, mają czas, by osądzać innych. Jednak tak naprawdę możemy być dumni z tego, że inni nas osądzają. Przynajmniej wiadomo, że stajemy się Kimś.

Stacja II: Jezus bierze krzyż

To jest duży problem wielu ludzi w firmach. Jeśli pokażesz, że ci się chce, że umiesz i że sobie radzisz, prawdopodobnie dostaniesz więcej pracy. Ludzie akceptują to, że komuś innemu się nie chce lub nie jest w stanie niczego się nauczyć. Przyzwyczają się. I tak trudno takie osoby zwolnić. Firma musi jednak działać. Tworzy się instytucja konia pociągowego. I to właśnie osoba w takiej roli jest najczęściej atakowana za to, że czegoś nie zrobiła lub że nie chce podjąć się nowych obowiązków. Przecież wszystkim robota kojarzy się właśnie z nią. Ja uważam, że warto ciężko pracować i podejmować obowiązki. Z jedną, całkiem wewnętrzną, różnicą. Koń pociągowy ciągnie, a nie rozwija się. Krzyż to nie tylko ciężar, ale też rozwój.

Stacja III: Jezus upada po raz pierwszy

Nie ma biznesu bez porażek. Wszelka działalność wolnorynkowa oparta jest na ryzyku. W czasie ostatniego krachu finansowego okazało się, że wiele osób na całym świecie uznało, że ryzyko łączy się z pewnym zyskiem. To, co w USA jest naturalną częścią mitu drogi na szczyt — czyli porażka i bankructwo — u nas jest zjawiskiem nieakceptowanym społecznie. Tak samo w szkole: uczeń ma mieć same sukcesy. Uczymy się jednak na błędach. Jezus, biorąc krzyż, miał świadomość możliwych upadków.

Stacja IV: Spotkanie z Matką

Jeden z mitów wyniesionych z PRL-u dotyczył rozdzielenia świata pracy i życia rodzinnego. Praca jest pracą, rodzina to co innego. Czy można jednak żyć podwójnie. Przecież każdy z nas ma tylko 24 godziny na dobę i wszystko, co się dzieje w tym czasie, tworzy nas. Kształtujemy się w pracy i niesiemy to w sobie do domu. To, jaki jest dom, wpływa na to, co myślimy i robimy w pracy. Zaakceptowanie tej jedności pozwala zupełnie inaczej popatrzeć na pracę, która powinna rozwijać, a nie tylko dawać pieniądze. Osiągnięcia i porażki w pracy mogą tworzyć klimat rodzinny. Wielka misja Jezusa i Jego Matki — są razem. Nie w domu, ale w drodze.

Stacja V: Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

Czy w pracy jest miejsce na przyjaźń? Wiemy na pewno, po czym poznać przyjaciół — poznaje się ich w biedzie. Nie chodzi o znajomych, o towarzystwo. Nie chodzi o ludzi, z którymi można się pośmiać i zabawić. Chodzi o tych, na których można polegać. Jeśli ktoś podejmuje ryzykowne decyzje, musi zadać sobie pytanie, czy w razie czego znajdzie się przyjaciel do pomocy. Praca to pieniądze. Czy da się połączyć przyjaźń i pieniądze? Wielu mówi, że nie. Wiele osób już się rozczarowało ludźmi, których uważali za przyjaciół. Dla mnie pieniądze mogą być próbą, która powinna sprawdzić przyjaźń. Szymon wracał z pracy. Nie musiał tam być. Widocznie jednak czuł jakąś więź zJezusem. Był tam i nie zrobił nic wielkiego. Stał się przyjacielem.

Stacja VI: Weronika ociera twarz Jezusa

Dla mnie to najbardziej intymna część drogi krzyżowej. Kobieta i mężczyzna. Tak blisko. Na oczach ludzi. Nie zapisano słów. Pozostał gest. Czy w korporacji może być miejsce na takie intymne gesty? Czy w firmie można mieć uczucia? Nie myślę teraz o korporacyjnych romansach, które mają ubarwić pracę. Intymność — zdecydowanie tak. To jest niesamowicie pozytywne, gdy widać, że ludzie się lubią i okazują to sobie szczerze. Intymność i szczerość ujawnia się szczególnie wówczas, gdy jest cierpienie. Istnieją ludzie, którzy potrafią być przy cierpiących i przegranych. Nawet w pracy.

Stacja VII: Drugi upadek

Nowa praca na początku zawsze jest walką. Trzeba przetrwać, poradzić sobie, udowodnić, że jest się potrzebnym. Z czasem czujemy się w pracy coraz pewniej. Pojawia się pokusa, aby się ustawić. Powtarzalne zadania, bezpieczny świat. Bez stresu, bez wyzwań. Zatem również bez ryzyka porażki. Trudno jest zrozumieć ludzi, którzy cenią sobie "ciepłe posady". Przypominają tłuszcz, którym obrasta ciało. Lepsze jest ryzyko wzrostu i akceptacja upadków. Takie osoby przypominają raczej smukłe mięśnie, gotowe do prób i wysiłku. Jezus nie poddał się, nie zatrzymał. Szedł na szczyt.

Stacja VIII: Jezus spotyka płaczące niewiasty

Z doświadczenia wiemy, że najbardziej krzyczą ci, którym nic nie wychodzi. Tak jak w służbie zdrowia: dwa oddziały, podobne pieniądze. Jedni pracują i nie mają czasu na krzyk. Przecież jest tak dużo do zrobienia. Ci, którym nie wychodzi, krzyczą. Przecież robota i tak nie idzie. Wiele firm to miejsca, gdzie się krzyczy. Im ktoś jest bardziej niepewny, tym głośniej krzyczy. Ten, kto dobrze pracuje, krzyczeć nie musi. Wie, że zawsze sobie poradzi. Niewiasty krzyczą nad losem Jezusa, ale tak naprawdę nie potrafią sobie poradzić ze swoim losem. Jezus odcina im: płaczcie nad sobą i nad waszymi dziećmi.

Stacja IX: Trzeci upadek

Nie wierzę w karierę "zawsze wznoszącą". Zwykle, na skutek wielu sukcesów, mózg wypełnia się "wodą sodową". Nie jest to ani nic złego, ani nadzwyczajnego. Tak po prostu jest. Dlatego dobrze jest upaść. Wręcz trzeba upaść przed ostatecznym celem, by nabrać dystansu do siebie i na nowo zrozumieć tych, którzy są na dnie. Taki trzeci, ostateczny, upadek uwalnia mózg od "sody" i pozwala myśleć trzeźwo. Tak rodzi się prawdziwy, dojrzały szef. Tak jak za chwilę zrodzi się w Jezusie nowy rodzaj przywództwa: zarządzanie przez krzyż.

Stacja X: Obnażenie z szat

Jest taki charakterystyczny momenty w firmie: odchodzi pracownik, a wraz z nim cała mgła, którą wokół siebie tworzył. Wtedy okazuje się, co naprawdę robił. Podobnie wielu ludzi nie lubi, gdy ktoś rozlicza ich z wyników. Wolą pogadać, opowiedzieć. Mgła. Praca to jednak konkret. Umowa zobowiązuje. Proste pytanie: jaka jest moja praca? To praca, której nikt nie kontroluje. Jezus żył prawdą. Nie bał się bycia szczerym i prostolinijnym.

Stacja XI: Jezus przybity do krzyża

Stałym elementem opowieści korporacyjnych jest zdanie: tu nic nie można. Takie poczucie bycia trybikiem w maszynie. Korporacje przechodzą na formę bezosobową. Krzyż oznaczał właśnie to, że Jezus już nic nie mógł. Ręce i nogi przybite do krzyża. Na głowie korona cierniowa, a w głowie — wiele bólu. To jest klasyczny moment życia, który dość dobrze znam. Wtedy rodzi się pytanie o wolność. Nie tę z zewnątrz, ale wolność wewnętrzną. W praktyce wszyscy jesteśmy z różnych stron ograniczani. Niektórzy traktują to jak usprawiedliwienie. Inni odkrywają, czym jest duchowość i to, jak można sobą przemienić nawet najgorszą firmę. Swoją osobą — swoją głębią.

Stacja XII: Jezus umiera na krzyżu

Jedno wiem: nie warto umierać za biznes. W końcu to tylko pieniądze. Nie wolno dać się zabić, złamać. Trzeba szanować siebie. Trzeba mieć zasady. Trzeba być człowiekiem, myśleć i działać po ludzku. Do końca. Ile razy możemy usłyszeć o ludzkiej krzywdzie właśnie wtedy, gdy decydent zaczął mówić nieludzkim, korporacyjnym głosem. Faryzeusze, uczeni w Piśmie, arcykapłani przemówili głosem korporacyjnym: niech lepiej zginie jeden człowiek, a nie cały naród. Liczy się każdy człowiek.

Stacja XIII: Zdjęcie ciała Jezusa z krzyża

Lubię moment, w którym przestaję być w centrum. Ludzie są już rozluźnieni i mówią to, co mają w sercu. Zwłaszcza gdy ponoszę porażkę. Wtedy nagle wiele osób wypowiada swoje wnętrza i można usłyszeć ich serca. Czy Jezus wtedy cokolwiek słyszał? Im wydawało się, że nie. A On właśnie słyszał. Nie chodzi mi o podsłuchiwanie. Chodzi o to, że porażka dodaje siły tchórzom. Wcześniej bali się coś powiedzieć. Nie podobało im się, że ktoś coś robi, że się stara, ponieważ sami boją się i nie podejmują wyzwań. Teraz są w siódmym niebie — mogą opowiadać o tym, co przeczuwali. Że to dobro to jednak było zło. Na szczęście Jezus miał kilku przyjaciół.

Stacja XIV: Złożenie ciała Jezusa do grobu

"Nie wiem, co dalej" — to jest ciekawy moment w życiu. W każdym z nas co jakiś czas pojawia się pytanie: co dalej? Przeczuwamy, że to, co było, już nas nie kręci. Nie widzimy w tym sensu. Dlatego trudno się starać. Wydaje mi się, że wzorem Jezusa warto poczekać, przemyśleć. Po zimie przychodzi wiosna. Nadzieja rozwija się z małego ziarenka. A ziarenko musi umrzeć, by dać nowe życie. Grób jest potrzebny.

Stacja XV: Zmartwychwstanie

Już krótko: Jezusowi po tym wszystkim chciało się. Warto zadać sobie pytanie: czy mi się jeszcze chce? Nie warto żyć, jeśli się nie chce. Tego jestem pewien.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...