17 marca 2011

Przerwa na e-booka + Gdzie znikają pieniądze na giełdzie?

Witaj,

W najbliższych dniach będę kończył e-booka. Więc pewnie ograniczę ilość notek blogowych. Proszę o cierpliwość. W sobotę powiem jak sprawa e-booka stoi.

Poniżej wklejam znaleziony dobry artykuł nt.: Co się dzieje z naszymi pieniędzmi na giełdzie? To w ramach świadomości jak działa giełda i podstaw inwestowania. Autor artykułu opisał sprawę dość precyzyjnie. Brakuje mi schematu transferów pieniężnych między instytucjami finansowymi. Samemu nie będę się rozpisywał, bo trochę wstyd przyznać, ale nie wiem jak ostatecznie wyglądają transfery pieniężne między instytuacjami rynku kapitałowego.
Na szczęście swiadomość transferów nie jest konieczna przy inwestowaniu i zarabianiu pieniędzy. Nie każdy musi umieć zbudować żarówkę, by z niej korzystać.

======

Źródło: Skad-sie-biora-i-gdzie-znikaja-pieniadze-na-giełdzie?

Każdy ruch ceny akcji zmienia wartość rynkową spółki. To się dzieje cały czas: na naszych oczach pojawiają się i znikają miliony, dziesiątki, setki milionów. Gdzie idą te pieniądze?

Wkładając rok temu w akcje powiedzmy Orlenu kwotę 10 tysięcy złotych (wystarczyłoby na 285 akcji), dzisiaj wyciągnęlibyśmy niecałe 6300 złotych. Konkretna strata: 3700 złotych zniknęło nam z kieszeni. Gdzie się podziały i kto je dostał, bo przecież nie rozpłynęły się w powietrzu?

Niestety, one zniknęły, ale jeszcze wcześniej: w momencie, gdy kupiliśmy akcje. Zamieniając pieniądze na papiery wartościowe, potraktowaliśmy je jako kapitał, który został zainwestowany w konkretne aktywa finansowe. Od tej chwili nie mają one wartości, lecz wycenę. O ile wartość gotówki określa się jej siłą nabywczą, o tyle wycena jest pojęciem dużo bardziej odległym i rozmytym: pozwala określić chwilową teoretyczną wartość aktywa na podstawie transakcji rynkowej dotyczącej jego dowolnie małej części. Innymi słowy, Orlen miał rok temu wycenę 15 mld złotych, a dzisiaj 9 mld złotych nie dlatego, że gdzieś mu zniknęło 6 mld majątku, tylko dlatego, że rok temu rynek handlował jego akcjami po 35 złotych, a teraz po 22 złote za sztukę. Zamieniając akcje z powrotem na gotówkę według aktualnej wyceny, zrealizowaliśmy stratę, ale jednocześnie odzyskaliśmy część kapitału zamieniając go na gotówkę – którą możemy teraz zainwestować gdzieś indziej albo skonsumować.

Ciągle nie wiemy, gdzie trafiło nasze 3700 zł, prawda? Spójrzmy na to tak: kupując akcje kierowaliśmy się w małej części wartością majątku firmy i jej przeszłością, a w większym stopniu perspektywami jej przyszłych zysków. Gdy firma będzie zarabiać, to będzie gromadzić gotówkę i albo ją wypłacać w postaci dywidendy, albo akumulować zwiększając wartość – czyli przyniesie zysk akcjonariuszom, bądź to w postaci przelewu na konto, bądź w postaci rosnącej kwoty majątku przypadającego na jedną akcję. Ceny akcji zawsze wyrażają spodziewania rynku wobec przyszłych zysków, a ich wahania są wyrazem niepewności. Wkładając zatem 10 tysięcy złotych zapłaciliśmy tyle za oczekiwania, które dzisiaj są mniejsze, a więc mniej warte. Te utracone pieniądze są wartością tak zwanego sentymentu inwestorów do spółki czy też szerzej, do całej branży, w której działa. Z dzisiejszej perspektywy przepłaciliśmy z powodu niedostatecznej wiedzy na temat spółki, której akcje kupiliśmy. Ale te pieniądze dały nam uczestnictwo w rynku, czyli w grze o niepewnym rezultacie. Nie ryzykując nie mielibyśmy też szansy zarobić. Tym razem się nie udało, ale zasady są cały czas takie same: żeby wygrać trzeba grać.

Aby bardziej przybliżyć zagadnienie wyceny, wartości rynkowej i sentymentu, załóżmy, że kupujemy zegarek, doskonale wiedząc, że płacimy cenę wielokrotnie większą niż wartość metalu i szkła, z którego został wyprodukowany, zresztą taśmowo, więc robocizna też nie kosztowała wiele. Nabywamy jednak mechanizm pozwalający mierzyć czas, a jednocześnie markę dającą nam emocjonalne korzyści. Dzięki temu zakupowi przestajemy się spóźniać na spotkania, a jednocześnie czujemy się lepiej w towarzystwie. Po roku z pewnością nie będziemy w stanie sprzedać zegarka za więcej niż połowę zapłaconej ceny – i nie dziwi nas ta sytuacja. Warto jednak zauważyć, że kupując ten przedmiot stworzyliśmy pieniądze w kieszeni producenta i sprzedawcy, natomiast korzystając z niego zużyliśmy część wydanych pieniędzy. Gdyby jednak z jakiegoś powodu nasilił się sentyment do naszego zegarka, szczególnie wśród innych osób pragnących go z jakichś powodów odkupić (krótka seria, wyjątkowe właściwości, a może wystąpił w najnowszym Bondzie), to z pewnością odsprzedalibyśmy go dużo drożej.

Z tych samych powodów chcemy posiadać akcje: wierząc, że będzie rósł do nich sentyment, a więc zwiększy się popyt, który wywinduje cenę dając nam zysk. Aby to miało miejsce, powinniśmy kupować akcje nie wtedy, gdy są one rozchwytywane, tylko właśnie wtedy, gdy nich nie chce na nie patrzeć. Oczywiście starannie wybierając spółki, pamiętając, że rynek wycenia przyszłe zyski – więc spółki nie mające na nie perspektyw, również nie mają perspektyw na wzrost sentymentu, chyba że coś się w międzyczasie w tym zakresie zmieni. A zmienia się ciągle - co widać po kursach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...