05 marca 2011

Cykl zwany: wiosenne wzrosty?

Warren Buffett w ostatnich wypowiedziach i w corocznym liście do akcjonariuszy Berkshire Hathaway, zapowiada byczy rynek. Nadal wierzy w siłę USA i w potencjał ludzki. Jednocześnie uciera nosa wszystkim prorokom kryzysu twierdząc, że od zawsze podnosili oni głosy wieszczące rychłe katastrofy gospodarcze. W końcu trzeba przyznać, że prognozując zagłady, zawsze można było na tym dobrze zarobić.

Osobiście uważam, że cykliczność gospodarek jak i giełdy jest dość przewidywalna. Giełda to chaos, to ludzie, to nasza natura razem z cyklicznością życia. Rynek kapitałowy można porównać do dnia i nocy lub też pór roku. Po prostu po bessie zawsze jest w końcu hossa, a po hossie przychodzi bessa. Może być jeszcze przejściowy okres trendu bocznego, lecz w pewnym momencie idziemy w kierunku odpowiedniej "pory giełdowej".

Obecnie w gospodarkach światowych, wciąż słyszymy jęki i lęki, że czekają nas spadki i globalne katastrofy - strach inwestować. Jak jednak trzeba interpretować ten sceptycyzm rynku? Może jako początkowy cykl hossy, nazwijmy go roboczo "ożywieniem". Dlaczego uważam, że miałoby to być dopiero ożywienie?

Inwestując na giełdzie od 99r. przeszedłem już kilka okresów recesji i prosperity. Na giełdzie wygląda to praktycznie zawsze tak samo. Przykładowo: mamy kryzys, tak jak ten niedawno. Społeczeństwo jest biedniejsze, zmęczone zmianami, utratą pracy. Jest ciężko, a w mediach słyszymy ciągle o zagrożeniach, o kłopotach finansowych w różnych krajach. Ciągle mamy w pamięci bankructwo potężnych firm, banków, a nawet państw. Choć w czasie zimy wiemy, że przyjdzie w końcu wiosna i lato, to jednak zimna i szara codzienność nakłada nam klapki na oczy. Zapominamy, że może być też słoneczny okres, nazwijmy go: "na bogato".

Obecnie dopiero zaczynają pojawiać się coraz lepsze dane z gospodarek światowych, a w czasie prosperity i wzrostów na giełdzie, wszystko bije swoje rekordy. Produkcja, zyski, konsumpcja, wskaźniki, dane, wszystko wspina się na coraz wyższe poziomy, często ustanawiając historyczne maksima. Ludzie się bogacą, a inwestorzy na giełdzie zarabiają więcej, niż sobie wcześniej potrafili wyobrazić. Indeksy w szczytowym momencie pobijają szczyty z poprzedniej hossy i rosną wciąż i wciąż.

Nikt już wtedy nie pamięta o przeszłości i o kryzysach. Ludzie kupują masowo nowe domy, samochody, podróżują po świecie. Wynagrodzenia już dawno wzrosły, można w końcu kupić to czego przez lata się nie udawało. W ten sposób wydatki rodzin rosną, często ponad stan. Łatwo o kredyty i pożyczki konsumpcyjne, czy też inwestycyjne, co dodatkowo rozkręca gospodarki.

Oczywiście sielanka nie trwa wiecznie i przychodzi niezauważalnie jesienna pora na giełdzie. To ten okres, kiedy łapiemy ostatnie słoneczne dni giełdowe, całkowicie zapominając o zimie. I choć wzrosty na giełdzie wynoszą notowania spółek do całkowicie irracjonalnych poziomów, to wszyscy jakby zaczynają wierzyć, że co jak co, ale tym razem się uda i będzie rosło w nieskończoność. Ten naturalny mechanizm ludzki prawdopodobnie nazywa się po prostu "chciwość".

Hossy więc trwają w najlepsze, zazwyczaj znacznie dłużej, niż myślimy i dłużej, niż nagła i dynamiczna bessa. Przyzwyczajamy się do wieloletniego cyklu - od powolnych, niepewnych zwyżek takich jak obecnie, przez stabilne, systematyczne wzrosty, aż po całkowite szaleństwo i wzrosty całych indeksów po 5-10% w ciągu dnia. Jednak kubeł lodowatej wody uderza przy bessie z dnia na dzień i pustoszy nasze portfele w ciągu paru tygodni lub miesięcy. Kto był hazardzistą, ten traci jak hazardzista. Jak to mówi Warren Buffett: "Drżyj, gdy inni są zachłanni. Bądź zachłanny gdy inni drżą".

Podsumowując.

Mamy ciągle cykl wiosny na giełdzie, stąd ta cała niepewność. Żeby hossa była hossą, a nie trendem bocznym czy też spadkowym, musi jeszcze dojść do pobicia szczytów z poprzedniej hossy tj. okolice 3900-4000pkt na WIG20. I to nie zahaczając tylko o te wartości, a raczej pobijając je o przynajmniej kilkaset pkt. Jak widzicie daleko nam jeszcze do szczytów. Wszystko wskazuje na to, że najgorsze dni już za nami. Najbliższe miesiące pokażą nam, czy z gospodarek światowych i firm, płynną coraz częściej pozytywne dane. Jeśli tak będzie, to powyższy scenariusz powinien się realizować stosownie do cyklu. Jeśli dane będą szwankować i ledwo ledwo będą się poprawiały, będzie to oznaczało, że "coś jest nie tak"..

(Art dla finweb.pl)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...